Ostatnio portale społecznościowe informują mnie o ślubach bliższych i dalszych znajomych. Był czas kiedy wszyscy dostawali się na studia, potem masowo bronili prace magisterskie, następnie skarżyli się, że są bezrobotni. W międzyczasie rodziły im się też dzieci. Jednak fala ślubów nadeszła dopiero teraz – w takiej, a nie innej kolejności. Skoro w moim otoczeniu zrobiło się tak uroczyście i namiętnie, przyszło mi na myśl, żeby w te wszystkie miłosne historie wpleść wątek choroby psychicznej. Zresztą taki ślub już też widziałam. Niestety wpis będzie prawniczy, czyli tak tak nudny, jak oglądanie cudzych zdjęć ślubnych. Wczoraj w serwisie Rzeczpospolita przytoczone zostało orzeczenie Sądu Najwyższego, dotyczące unieważnienia małżeństwa z powodu przeszkody choroby psychicznej. Niestety redakcja Rzeczpospolitej nie wskazała sygnatury orzeczenia, toteż mogą wystąpić problemy z jego odnalezieniem, gdy pojawi się pisemne uzasadnienie. Jako że teza orzeczenia blisko związana jest z tematyką poruszaną na blogu, a problemy pojawiające się przy wykładni art. 12 k.r.o. mają doniosłe znaczenie, postanowiłam przybliżyć to orzeczenie oraz inne interesujące judykaty dotyczące  kwestii choroby psychicznej i możliwości zawarcia małżeństwa.

Garść przepisów

Zgodnie z art. 12 par. 1 k.r.o. nie może zawrzeć małżeństwa osoba dotknięta chorobą psychiczną albo niedorozwojem umysłowym. Jeżeli jednak stan zdrowia lub umysłu takiej osoby nie zagraża małżeństwu ani zdrowiu przyszłego potomstwa i jeżeli osoba ta nie została ubezwłasnowolniona całkowicie, sąd może jej zezwolić na zawarcie małżeństwa. Przepis ten ma znaczenie w dwóch rodzajach spraw: o udzielenie zezwolenia na zawarcie małżeństwa oraz o unieważnienie małżeństwa.

Wykładnia przepisów art. 12 k.r.o. budzi poważne kontrowersje w orzecznictwie, jak i w doktrynie, a to ze względu na przyjęcie zgodnie z gramatyczną wykładnią tego przepisu, iż już sama choroba wyklucza zawarcie małżeństwa. Z drugiej strony należy mieć na uwadze, że choroba psychiczna i leczenie nie uzasadniają przyjęcia braku zdolności do czynności prawnych. Zawarcie małżeństwa jest bowiem także czynnością prawną, tak jak zakup mąki w sklepie, tyle że zawieraną w uroczystej formie. Całkowicie na marginesie można poczynić dodatkowe uwagi, a mianowicie: odpowiednikiem zdolności do czynności prawnych, którą zasadniczo uzyskuje się z pełnoletnością, na gruncie procesu jest zdolność procesowa, czyli możliwość samodzielnego działania przed sądem. Osoba pełnoletnia, która nie została ubezwłasnowolniona ma pełną zdolność procesową, choćby ewidentnie cierpiała z powodu problemów psychicznych. Sąd Najwyższy w uchwale 7 sędziów z dnia 12 grudnia 1960 r. (I CO 25/60) wskazał, iż „jeżeli sąd dojdzie do przekonania, że strona w procesie – ze względu na jej stan psychiczny – znajduje się w stanie trwale wyłączającym świadome i swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli, a stan ten zagraża jej interesom, powinien uznać udział prokuratora w sprawie za potrzebny i zawiadomić go o tym”. Aktualnie w takich przypadkach, gdy strona (przykładowo) kieruje do sądu pisma o chorobowych treściach, sąd zwraca się do prokuratury celem skierowania przez prokuratora wniosku o ubezwłasnowolnienie takiej osoby. Prokuratura zazwyczaj odmawia, wskazując że osoba ta ma osoby bliższe, które legitymowane są do złożenia takiego wniosku, a mimo to tego nie czynią. W mojej ocenie jest to stanowisko zasadniczo słuszne.

Powyższe dywagacje mają jedynie takie znaczenie, że podkreślają, iż samo chorowanie na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne nie stanowi w świetle prawa przesłanki pozbawienia osoby zdolności procesowej, ani też nie jest wystarczające do jej ubezwłasnowolnienia. Ustawodawca i orzecznictwo nakładają w takich przypadkach dodatkowe wymagania, jakie muszą zajść, by ograniczyć osobę w samostanowieniu. Czy instytucja małżeństwa miałaby być na tyle wyjątkowa, że wystarczająca byłaby samodzielnie choroba psychiczna, by pozbawić osobę możliwości zawarcia małżeństwa, lub by unieważnić małżeństwo zawarte wbrew istniejącej przeszkodzie? Pogląd taki wydaje się nieuprawniony i właśnie takiej sytuacji dotyczy przytaczane wczoraj przez Rzeczpospolitą orzeczenie.

Orzecznictwo

Wyrok zapadło ono na tle następującego stanu faktycznego. Grzegorz K. kilka lat po ślubie wystąpił o unieważnienie małżeństwa z Anną K. z powodu jej choroby psychicznej. Sądy niższych instancji, w oparciu o opinie biegłych sądowych, stwierdziły, że w chwili zawarcia małżeństwa Anna K. nie była chora psychicznie, a jej obecny stan nie zagraża dziecku. Biegli wskazali jednocześnie, że przed ślubem mogły występować u niej cechy zespołu urojeniowego o charakterze zwiastunowym, które ustąpiły samoistnie i pojawiły się ponownie po porodzie. Nie można jednak było mówić o pełnoobjawowej chorobie. Pozew Grzegorza K. został oddalony przez sądy wszystkich instancji. Także Sąd Najwyższy nie zgodził się z jego argumentacją, iż wszelkie zaburzenia psychiczne o dużym nasileniu zagrażające małżeństwu, nie tylko te zdiagnozowane w dacie małżeństwa, mogą stanowić przesłankę jego unieważnienia. Sąd wskazał, iż termin „choroba psychiczna” zawarty w art. 12 kodeksu rodzinnego nie przystaje do stanu i pojęć medycznych obecnej wiedzy psychiatrycznej, jednak intencją ustawodawstwa było i jest minimalizowane zakazów (przeszkód) małżeńskich, które mogą uzasadniać unieważnienie małżeństwa. Nie każda choroba psychiczna to uzasadnia, a jedynie taka, która zagraża małżeństwu lub zdrowiu przyszłego potomstwa.

Sama choroba to zatem za mało, musi mieć ona jeszcze zagrażający wpływ na małżeństwo lub zdrowie przyszłego potomstwa. Epizody chorobowe, które miały miejsce przed zawarciem małżeństwa nie wykluczają przyjęcia, że stan umysłu takiej osoby nie zagraża małżeństwu ani zdrowiu przyszłego potomstwa. Z tej przyczyny spore grono osób chorujących psychicznie może zawrzeć bez przeszkód związek małżeński. Oczywiście nie może budzić wątpliwości, że osoba taka w momencie zawarcia małżeństwa swobodnie i z rozeznaniem wyraża swoją wolę wejścia w związek małżeństwa.

Inne przypadki

Tytułem uzupełnienia należy wskazać, iż nie można unieważnić małżeństwa z powodu choroby psychicznej jednego z małżonków po ustaniu tej choroby (art. 12 par. 3 k.r.o.). Późniejsze popadniecie w chorobę psychiczną (tj. po zawarciu małżeństwa) nie stwarza natomiast możliwości jego unieważnienia (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 9 lipca 2003 r., IV CKN 327/01). Ma to istotne znaczenie, gdyż choroba psychiczna może pojawić się w późniejszym wieku. Przykładowo pierwsze objawy schizofrenii częściej rozpoznawane są u młodych mężczyzn, około dwudziestego roku życia, a następnie odsetek zachorowalności wraz z wiekiem maleje. Tymczasem zachorowalność kobiet jest także najwyższa, gdy osiągną 20 – 25 r. ż., jednak rozpoznanie schizofrenii w późniejszym wieku zdarza się znacznie częściej niż u mężczyzn.  Jeżeli choroba psychiczna pojawi się w późniejszym wieku może stanowić ona uzasadnienie rozwodu. Jednak osoba chorująca nie ponosi wówczas winy rozkładu pożycia, gdyż trudno winić kogoś za to, że zachorował.

Co to znaczy, że choroba się pojawia? W świetle orzecznictwa SN choroba istnieje tylko wtedy, gdy występują jej objawy. Mam jednak wątpliwości, czy jest to stanowisko bezwzględnie słusznie. Objaw choroby musi być bowiem przez kogoś zauważony, a jakże trudno jest ustalić granicę między tym, czy jakieś zachowanie jeszcze się mieści w normie, czy może już zwiastuje chorobę. Z drugiej strony, czy jest możliwe przyjęcie innego kryterium?