W listopadzie 2012 r. Sąd Najwyższy podjął ważną dla praktyki orzeczniczej i zupełnie zbędną dla prawidłowej wykładni prawa uchwałę w przedmiocie wstąpienia w stosunek najmu osoby homoseksualnej, która pozostawała we wspólnym pożyciu ze zmarłym partnerem – najemcą lokalu. Większość mediów doniosła o przełomie w polskim orzecznictwie sądowym, o zasadniczej zmianie w wykładni, o precedensowym orzeczeniu, generalnie o wielkim sukcesie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Przełom rzeczywiście nastąpił, już po 20 latach od kiedy w Polsce zaczęła obowiązywać Europejska Konwencja Praw Człowieka. Nie dość, że sądy potrzebowały 20 lat, by się zapoznać z jej treścią (nad czym niezmiernie ubolewam), to jeszcze do Sądu Najwyższego musiało trafić pytanie prawne, mniej więcej o treści „czy mamy orzekać zgodnie z prawem, czy też dalej stosować dyskryminującą względem gejów wykładnię?”. W końcu ktoś dostrzegł, że trudno znaleźć usprawiedliwienie dla takiego, a nie innego sposobu orzekania.

Problem dotyczył wykładni art. 691 par. 1 k.c., zgodnie z którym w razie śmierci najemcy lokalu mieszkalnego w stosunek najmu lokalu wstępują: małżonek niebędący współnajemcą lokalu, dzieci najemcy i jego współmałżonka, inne osoby, wobec których najemca był obowiązany do świadczeń alimentacyjnych, oraz osoba, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą. W komentarzu K. Pietrzykowskiego z 2005 r. (tom II, s. 449) możemy przeczytać, że

w art. 691 par. 1 k.c. niefortunnie pominięto określenie, iż chodzi o tu o wspólne pożycie małżeńskie. Wspomniana różnica sformułowań nie uzasadnia jednak objęcia zakresem pojęcia pozostawania faktycznie we wspólnym pożyciu związków homoseksualnych. Stanowisko to znajduje potwierdzenie w uchwale z 21.5.2002 r., III CZP 26/02, dotychczas niepubl., w uzasadnieniu której SN stwierdził m.in., że wspólne pożycie jest terminem, którego w polskim ustawodawstwie używa się tylko w znaczeniu pożycia małżeńskiego. Nawet więc, gdy brak przymiotnika małżeńskie, nie można tego terminu używać w innym znaczeniu niż dla oznaczenia więzi łączących dwie osoby pozostające w takich relacjach jak małżonkowie.

Powiem szczerze, że choć cenię sobie ten komentarz do k.c., to jednak nigdy nie rozumiałam, dlaczego przepis art. 691 k.c. jest właśnie tak wykładany. Czy powoływanie się na historyczną wykładnię, że pożycie może być tylko małżeńskie, jest w tym przypadku zasadne?

Kiedy przypatrzymy się brzmieniu tego przepisu, łatwo zauważymy, że służy on ochronie lokatora. Wobec tego najważniejszym jego punktem jest określenie osoba. Przepis ten ma chronić partnera lub partnerkę, która pozostaje przy życiu, by nie utraciła dachu nad głową w przypadku śmierci swojej drugiej połowy. Wyraz małżeńskie w ogóle nie pojawia się w tym zdaniu. Należy wobec tego zastanowić się, czy osoba homoseksualna jest też osobą, a w związku z tym zgodnie z zasadą lege non distinguente również korzysta z ochrony? Podejrzewam, że większość prawników nie pójdzie tak daleko, by dehumanizować gejów. Słuszna to konstatacja. Jednak są tacy, którzy mimo tej oczywistości znajdą sposób, by odmówić osobom homoseksualnym ich słusznych praw. Wobec tego odwołują się do tego, czego w tym przepisie nie ma i być nie może, a mianowicie pożycia bliskiego małżeńskiemu, które uzasadnia przyznanie ochrony tylko partnerom heteroseksualnym. W mojej ocenie ta do tej pory dominująca wykładania nie zasługuje na uwzględnienie. Uważam przy tym, że nie potrzebujemy nawet odwoływania się do EKPCz i orzecznictwa Trybunału w Strasburgu, by uzasadnić, że polski ustawodawca nie zamierzał dyskryminować osób innych niż heteroseksualne. Ochrona takich lokatorów wynika bowiem z brzmienia samego polskiego przepisu prawa. Jest to przykład na to, że ochrona wynikająca z dobrych postanowień ustawy może być kwestionowana przez błędne orzecznictwo.

Sąd Najwyższy do tej pory stosował wykładnię pro-heteroseksualną. Przy tym tak też interpretował zamiar ustawodawcy. W ślad podążyły za nim sądy niższych instancji, jak np. w tym wyroku z 2011 r. Ostatecznie w tej sprawie zwyciężył jednak rozsądek. Co prawda Sąd Okręgowy w Warszawie miał wątpliwości (to już sukces) i z tej przyczyny zdecydował się na zadanie pytania prawnego Sądowi Najwyższemu. Zgodnie bowiem z przepisem art. 390 par.1 k.c. jeżeli przy rozpoznawaniu apelacji powstanie zagadnienie prawne budzące poważne wątpliwości, sąd może przedstawić to zagadnienie do rozstrzygnięcia Sądowi Najwyższemu. Ja osobiście wątpliwości nigdy nie miałam, a już na pewno nie miałam wątpliwości poważnych. Sąd Najwyższy podjął uchwałę w tej sprawie, choć byłabym wielce rada, gdyby odmówił odpowiedzi, w uzasadnieniu wskazując, że aktualnie nie ma wątpliwości, że polskie prawo nie dyskryminuje osób o innej orientacji niż heteroseksualna. Nie mógł jednak tego zrobić, gdyż do tej pory sam orzekał odmiennie. W związku z tym uchwała, zgodnie z którą osobą pozostającą faktycznie we wspólnym pożyciu jest osoba, którą ze zmarłym najemcą łączyła więź uczuciowa, fizyczna i gospodarcza, nawet jeśli jest to osoba tej samej płci – jest uchwałą przełomową i zasługującą na aprobatę.

W sprawie Kozak przeciwko Polsce (nr skargi 13102/02),  Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że blankietowe wyłączenie partnerów homoseksualnych z możliwości wstąpienia w stosunek najmu jest niezgodne z Europejską Konwencją Praw Człowieka i narusza konwencyjny zakaz dyskryminacji (art. 14 w związku z art. 8 EKPC). Jednak w mojej ocenie, dotychczasowe orzecznictwo Trybunału w Strasburgu jest jedynie jednym z wielu argumentów przemawiającym za ta taką wykładnią, lecz wcale nie argumentem najważniejszym. W związku z tym, Sąd Najwyższy podejmując przedmiotową uchwałę naprawił błąd, który wcześniej sam wielokrotnie popełnił. Mam nadzieję, że orzecznictwo polskich sądów podąży nową drogą.