Tytułem wstępu.

W ciągu kilku ostatnich dni przez media przetoczyła się kolejna nierzeczowa dyskusja na temat szkodliwości palenia marihuany. Brak umiejętności logicznego myślenia i prawidłowego wyciągania wniosków jest stałym elementem debaty publicznej w Polsce i co do zasady nawet mnie to nie dziwi. Już się do tego po prostu przyzwyczaiłam.  Tym razem jednak mam duży niesmak do dziennikarzy i polityków, tych lewicowych i konserwatywnych. Wybaczam brak zrozumienia dla wyrazów „przyczyna” i „skutek”, nawet nie widzę powodu, by się czepiać, że ktoś nie odróżnia korelacji od związku przyczynowego. To wszystko można przecież wytłumaczyć, znaleźć metodę dydaktyczną, by w końcu przemówić do tych, którzy choć mają dyplomy, są zupełnie niewykształceni.  Brakuje mi w tym dyskursie głównie wrażliwości etycznej.

Gdy w mediach pojawia się matka nastolatka, który popełnił niespełna miesiąc temu samobójstwo, to tragedia, która ją spotkała nie może być argumentem „za” ani „przeciwko” paleniu, czy legalizacji posiadania marihuany. Ktoś, kto podnosi argument, że trawkę należy zalegalizować, z pewnością nie jest orędownikiem popełniania samobójstw wśród młodzieży. Kto chce karać za posiadanie marihuany, nie może twierdzić, że zapobiegnie to tego typu tragediom. W mojej ocenie to wydarzenie wcale nie powinno być rozpatrywane w kategoriach „za” lub „przeciw”. To nie jest kwestia polityki narkotykowej.

II. O żałobie i etyce dziennikarskiej

Problem jaki dostrzegam jest zupełnie innej natury. Zanim o nim opowiem, poczynię jedno zastrzeżenie. Niezmiernie denerwują mnie medialni psycholodzy, „eksperci tabloidów” z tytułami profesorskimi, biegli i specjaliści występujący w mediach, by mówić z dostojnym grymasem oczywiste i dostępne każdemu prawdy lub opowiadać całkowite bzdury, poparte jedynie własnym autorytetem. Nie znoszę oglądać narcystycznych psychiatrów, którzy na wizji zachęcani przez dziennikarzy diagnozują ludzi, odwołując się do intymnych, acz zupełnie im nieznanych szczegółów życia ludzkiego. Pewnie wydaje im się, że czytają w myślach. Widz da się nabrać, specjalista czuje się zażenowany. Teraz stanę się jedną z tych eksperckich gwiazd, ale pozwolę sobie na to, bo moje światło jest jeszcze blade, zupełnie niemedialne i ledwo wychodzi z cienia. Opowiem o konkretnych osobach i to mi nie znanych, o których istnieniu wiem tylko dzięki uprzejmości mediów. Postaram się to jednak zrobić tak, by mówić o stanie wiedzy naukowej odnośnie palenia marihuany, samobójstw i ich związków z chorobą psychiczną.

Zacznę jednak od tego, że widzę tragedię kobiety, której dziecko odebrało sobie życie. Starała się wychować chłopaka jak najlepiej umiała, poświęcała mu dużo czasu, interesowała się jego życiem, stwarzała mu perspektywy rozwoju. Miał właściwie wszystko, czego potrzebował. Wiedziała, że choruje psychicznie, podobno cierpiał na zaburzenia lękowe i depresję. Chodził do terapeuty, a przynajmniej miał taką możliwość. Ostatnio jednak czuł się lepiej. Dlaczego zatem postanowił się zabić? Przyczyną musiało być coś, o czym matka nie wiedziała, czego kontrolować nie mogła. Sprawdzenie jego prywatnych wiadomości nie pozostawiło złudzeń. Chłopak palił marihuanę. Jest czynnik zewnętrzny, który doprowadził do tragedii. Jest to w dodatku coś, o czym można ostrzec innych, co można starać się kontrolować, jeśli się wie, że występuje. Taki przeciwnik staje się oswojony, realny, obiektywnie postrzegalny. Zupełnie inaczej niż cierpienie i lęk. Kiedy wiemy z czym mamy do czynienia, możemy sobie jakoś to poukładać. Możemy zagłuszyć poczucie winy, wypowiedzieć temu wojnę, ostrzec innych. Mamy przeciwnika do walki, na którym możemy skupić swój gniew, na którym możemy się zemścić. To dobrze, bo nagła konfrontacja z tak dramatycznym i nagłym zdarzeniem jest druzgocąca dla psychiki ludzkiej. A tak, jest czas, żeby się oswoić, jest wróg, którego istnienie tłumaczy nam przyczynę niepojętego. W dodatku matka chce założyć fundację „na rzecz robienia dzieciom testów” na obecność narkotyków w organizmie, bo w jej mniemaniu takie działanie zapobiegłoby śmierci syna. Taki test można kupić w aptece za kilkanaście złotych. Dzięki temu uzyskamy kontrolę nad bliskim nam człowiekiem, to takie proste. Ta drobna suma może przesądzić o życiu i śmierci…

Przyjdzie u niej też czas na depresję, pogodzenie się następuje zaś zawsze na końcu. Wtedy wrzawa medialna już ucichnie, cierpienie kobiety przecież nie jest tak medialne jak spór o legalizację. Tak wygląda żałoba i ta kobieta przechodzi ją, jak mi się zdaje, w niezwykle dojrzały sposób. Jednak tak nie powinna wyglądać debata nad polityką narkotykową w Polsce. Poczekałabym z publikacją artykułu przez Newsweek, wstrzymałabym emisję programów, w których ta osoba mówi, to co ma do powiedzenia. Poczekałabym, by emocje związane ze śmiercią trochę opadły. To jest mój główny zarzut pod adresem dziennikarzy.

III. Marihuana i choroby psychiczne – współwystępowanie czy wynikanie? 

Marijuana - devil's harvest

Plakat ostrzegający przed marihuaną

Czy prawidłowe jest wnioskowanie, że palenie trawki prowadzi do śmierci? Oczywiście jest ono błędne. Nie ma żadnych prawidłowo przeprowadzonych badań, które wskazywałyby, że palenie trawki może być przyczyną samobójczej śmierci. Czy jednak palenie marihuany może towarzyszyć samobójstwom? To jest już zupełnie inne pytanie i wymaga udzielenia pozytywnej odpowiedzi. Taka jest bowiem różnica między związkiem przyczynowym a korelacją. Ta ostatnia oznacza współwystępowanie zmiennych. Ktoś choruje, cierpi, nie może znaleźć zrozumienia, doświadcza kolejnych porażek albo stanów, których inni nie pojmują, czuje lęk, nie widzi perspektyw – szuka czegoś, co uwolni go z tego stanu. Sięga po środki wpływające na świadomość, na poczucie realności własnego istnienia. Zażywa substancje, które zmieniają to, co jest negatywne. Po okresie fascynacji, euforii, wzmożonego odczuwania przyjemności, napływu serotoniny, następuje kolejny spadek. Nasze synapsy przyzwyczajają się do obecności substancji psychoaktywnej, a gdy jej zabraknie znowu jest źle, początkowo może nawet gorzej niż było. Osoba z problemami może to przeżyć wyjątkowo boleśnie. Nie jest to bowiem dobra metoda, by regulować swoje stany emocjonalne za pomocą substancji, które te stany zakłócają. Takie próby nie mogą odnieść skutku na dłuższą metę. Nie został wyleczony bowiem główny problem, który doprowadził do tego, że w ogóle sięgnęło się po dany środek – w tym wypadku trawkę. Doświadcza się natomiast kolejnej porażki.

W przypadku osób zdrowych żaden kryzys jako pierwszy wystąpić nie musiał. Osoby te często sięgają po środki psychoaktywne, gdyż cechuje je wysoka otwartość na doświadczenie. To taka zmienna psychiczna – cecha, która sprawia, że niektórzy ludzie aktywnie  poszukują nowych doświadczeń, są nastawieni na eksplorację tego, co nieznane. Badania wyraźnie wskazują na istnienie związku między otwartością, skłonnością do podejmowania ryzyka i testowaniem substancji psychoaktywnych (np. Eisenmann i in., 1980; Victor i in., 1973). Z kolei, otwartość na doświadczenie koreluje pozytywnie z inteligencją. Ci, którzy poszukują nowego, są ciekawi świata, chcą odkryć to, co jest im jeszcze nieznane, wypadają także lepiej w testach na inteligencję. Ostatnio ukazały się szeroko omawiane badania, które wskazują, że inteligentne dzieci częściej sięgają po substancje psychoaktywne w dorosłym życiu (White i Batty, 2012). Czy poprawne jest zatem twierdzenie, że palenie marihuany jest dobre, bo sięgają po nią ludzie inteligentni? Jest ono oczywiście błędne, co wiemy dopiero, kiedy odkryjemy, że inteligencja i marihuana niejako występują obok siebie, a zmienną, która je łączy jest prawdopodobnie właśnie otwartość na doświadczenie.  Tak samo jest w przypadku marihuany i samobójstwa – jest jakaś inna zmienna, która sprawia, że te dwie ze sobą współwystępują. Taką zmienną jest kryzys emocjonalny, choroba, problemy psychiczne. Tym właśnie różni się korelacja od przyczyny i skutku.

Od dawna naukowcy chcą znaleźć sposób, by rozstrzygnąć kwestię, czy to narkotyki prowadzą do psychozy, czy też to psychoza sprawia, że niektórzy sięga się po narkotyki. Problem  ten, o którym często się mówi ” jajko czy kura”, jest trudny do rozstrzygnięcia, nie istnieje bowiem adekwatna metoda analizy statystycznej, która z całą pewnością pozwoliłaby na wyciąganie tego rodzaju wniosków. W grudniu 2012 r. ukazały się wyniki badań przeprowadzonych w Holandii, które miały na celu wykazanie wzajemnych zależności między psychozą a paleniem trawki (Griffith- Lendering i in., 2013). Oczywiście nie rozwiązały one zarysowanego problemu. Dowiadujemy się, że marihuana wiąże się z  rozwojem psychozy wśród nastolatków, lecz psychoza jednocześnie sprawia, że ktoś sięga po marihuanę . Mamy zatem do czynienia z dwutorowością, wzajemnymi oddziaływaniami, o których pierwszeństwie nie sposób rozstrzygnąć. Nie jest zatem poprawne wskazywanie, co jest przyczyną, a co skutkiem. To przytyk dla tych, którzy bezkrytycznie mówią, że marihuana używana jest przez takie osoby, by łagodzić symptomy choroby. Nie ma na to dowodu. Reszta to kwestia interpretacji, a ta zależna jest od badacza. Wiadomo, że okres adolescencji wiąże się z intensywnym rozwojem, który zakłócony może być przez substancje psychoaktywne. Palenie marihuany przez nastolatków, w rodzinach których występuje schizofrenia, czy psychozy, może okazać się dużo bardziej dla nich szkodliwe niż dla osób niezagrożonych takimi chorobami. We wspomnianych badaniach okazało się przykładowo, że nastolatki, które paliły w wieku 16 lat, były bardziej podatne na rozwój psychozy w wieku lat 19. Z kolei osoby, które miały objawy psychotyczne, mając 13 lat, częściej paliły marihuanę w wieku 16 i 19 lat.

IV. Depresja i samobójstwo

Plakat informujący o szkodliwości marihuany

Wróćmy do historii nastolatka, który popełnił samobójstwo w Wigilię. Podobno od kilku dni był w lepszym nastroju. Ma to być dowód na to, że to marihuana, a nie depresja doprowadziły do jego śmierci. Wiele samobójstw popełnianych jest w okresie świątecznym, choć największy odsetek notuje się na wiosnę, gdy świat budzi się do życia. Wówczas smutek i cierpienie przygniata najbardziej. Tam gdzie inni doświadczają euforycznych wzniesień związanych z magią rodzinnych świąt, inni nie są w stanie udźwignąć ciężaru wyobcowania. Cierpienie staje się dotkliwsze. Paradoksalne wydaje się to, że samobójstwa popełniają te osoby, które mają za sobą najgłębszą fazę ataku depresji (Carson i in., 2005). Ich stan się poprawia, a czujność osób bliskich słabnie. Cieszą się, że ktoś wraca do zdrowia, zaczyna lepiej funkcjonować i tu nagle czar pryska. Ktoś odbiera sobie życie. Śmierć wydaje się nagła i nieuzasadniona, bo przecież najgorsze miał już za sobą. Tak niestety jest, że jak się przeżyło to, co złe, to nie chce się już nigdy do tego wrócić. Osoby cierpiące jednak w fazie najgłębszego smutku nie mają siły, by zrealizować swój zamiar. Niektórzy nie czują nic,  nie doznają przyjemności – obumierają od środka. Trudno nawet mówić o smutku, oni po prostu trwają i nie widzą sensu tego trwania. Kiedy ich stan się poprawia, nabierają odwagi, siły, by zrobić to, co muszą zrobić, by nie wrócić do tego stanu, którego doświadczyli. Nie trzeba zatem tu wypalonego skręta, by zrozumieć, że samobójstwo osoby bliskiej zdarza się w momencie niespodziewanym. W literaturze wskazuje się, że osoby depresyjne są dwadzieścia razy bardziej zagrożone zamachem na własne życie niż ludzie niedotknięci depresją. Nawet jeśli samobójstwo nie łączy się bezpośrednio z depresją, to w około 90 % przypadków może być powiązane z jakimś innym zaburzeniem psychicznym (Isacsson, Rich, 1997).

Nastolatek, którego sprawa stała się ostatnio głośna, ostrzegał, że nie widzi sensu życia. Większość osób nie traktuje takich deklaracji poważnie, popełniając tym samym wielki błąd. Samobójcy najczęściej ostrzegają o swoich zamiarach, takich słów nie można bagatelizować.  W omawianym przypadku zarysowuje się pełny obraz choroby, na której istnienie marihuana mogła mieć, choć uboczny wpływ. Czy była to depresja, czy może doszła do tego psychoza – już raczej się nie dowiemy. Obraz chłopaka, który przedstawia jego matka, doskonale wpasowuje się jednak w klasyfikacje psychiatryczne i to niezależnie od tego, czy zażywał substancje psychoaktywne, czy nie.

V. Przypadek śmierci a polityka narkotykowa

Śmierć tego dzieciaka ma w ocenie dysponentów dobra, jakim jest pamięć o osobie zmarłej, przyczynić się do wzrostu świadomości dorosłych odnośnie problemu jakim jest zażywanie narkotyków przez młode osoby. Powiedzmy sobie szczerze, zażywanie narkotyków, a w tym i palenie trawki przez młodzież, może wywoływać negatywne skutki dla ich rozwoju i zdrowia. Czy jednak jest to argument, by podważać ich poczucie godności osobistej, wzmagać kontrolę nad ich życiem? W mojej ocenie zachęcanie rodziców do wątpienia we własne dzieci nigdy nie doprowadzi do zamierzonego skutku. Test na obecność narkotyków nie zapobiegnie depresji, nie uchroni wrażliwego dziecka od samobójczych myśli. Taki test nie zapobiegnie też jego śmierci. Niejedne badania wykazały, że autorytatywna postawa i kontrola względem osób młodszych przynosi odwrotne skutki od zamierzonych. Młodzież potrzebuje autonomii, będzie się tym bardziej buntować. To zjawisko potrzebne i rozwojowe. Młodym ludziom trzeba stworzyć warunki, by wzięli w bezpieczny sposób odpowiedzialność za własne życie, by nauczyli się doświadczać i rozróżniać, co jest dla nich dobre, a co złe. Budowanie takiej postawy w bezpiecznym otoczeniu nie jest możliwe przy wzmożonej inwigilacji. Młodzież nie może być przedmiotem własności rodziców. Jeżeli dziecko zmaga się z problemami psychicznymi i to sygnalizuje, trzeba sięgnąć po kompleksową pomoc, a nie badać skład chemiczny moczu. To zbytni i szkodliwy redukcjonizm.

Trzeba również pamiętać, że to, czy ktoś sięgnie po narkotyk w dużej mierze zależy też od ukształtowania jego osobowości, od uprzednich doświadczeń i własnych potrzeb. Nie należy karać  ludzi za to, że są ludźmi. Penalizacja posiadania narkotyków to najgorsza metoda wsparcia. Podważanie autonomii i godności własnego dziecka to najgorsza metoda wychowawcza.

VI. Literatura

Carson, R., Butcher, J.N., Mineka, S. (2005). Psychologia zaburzeń, Gdańsk: GWP.

Eisenmann, R., Grossman, J. C., Goldstein, R. (1980). Undergraduate marijuana use as related to internal sensation novelty seeking and openess to experience. Journal of Clinical Psychology, 4 (136), s. 1013 – 1019.

Griffith-Lendering,  Wigman, Prince van Leeuwen, Huijbregts, Huizink, Ormel, Verhulst, van Os, Swaab, Vollebergh (2013). Cannabis use and vulnerability for psychosis in early adolescence—a TRAILS study. Addiction, 2 (108).

Isacsson, G., Rich, C. L. (1997). Depression, antidepressants, and suicide: Pharmacoepidemiological evidence for suicide prevention. W: R. W. Maris, M.M. Silverman, S.S. Canetton (red.), Review of Suicidology, (s. 168 – 201). New York: Guilford.

Victor, H. R., Grossman, J. C., Eisenmann, R. (1973). Openness to experience and marijuana use in high school students. Journal of Counsulting and Clinical Psychology, 1 (41), s. 78 – 85.

White, J., Batty, G.D. (2012). Intelligence across childhood in relation to illegal drug use in adulthood: 1970 British Cohort Study. Journal of Epidemiology and Community Health, 9 (66), s. 767 – 774.