W naszym kraju panuje przekonanie, że żeby wykonywać niektóre zawody, trzeba mieć odpowiednie „plecy”. Zapewnić może je tatuś prawnik albo wujek lekarz. Mama na stanowisku też czasami może wprowadzić swoje dziecko do zawodu, który przecież jest w danej rodzinie dziedziczny, ale stosunkowo rzadziej, bo kobieta zazwyczaj jednak ma słabszą pozycję. Odpowiednie urodzenie jest zatem gwarancją i wystarczającym warunkiem dostępu do lukratywnych-  w opinii społecznej – zawodów, tzn. takich, które zapewniają osobie je wykonującej stałe źródło wysokich dochodów. Niniejszy wpis ma na celu wskazanie ułomności takiego myślenia i społecznych niebezpieczeństw związanych z jego stosowaniem w debacie publicznej. Jako że bardzo często zdanie takie pada z ust polityków, którzy chcą „otwierać zawody”, warto pochylić się nad problemem funkcji uregulowań dotyczących wykonywania tzw. wolnych zawodów. Pojawia się zasadniczy problem, czy uregulowania te mają na celu ochronę społeczeństwa, czy jest ona niezbędna i czy rzeczywiście „wolny rynek” wszystko sam zweryfikuje? Innym problemem jest nepotyzm w organach administracji, tzn. obsadzanie stanowisk w urzędach państwowych i samorządowych przez znajomych i rodzinę. Jest to zjawisko jakościowo odrębne od problemu dostępu do zawodów regulowanych, bo w przeciwieństwie do nich, bycie urzędnikiem nie jest związane z prowadzeniem działalności na własny rachunek i ryzyko, a także (niestety) jakże często nie wymaga posiadania wiadomości specjalnych, przestrzegania deontologii zawodowej i podwyższonych wymogów staranności.

viewingZacząć należy od określenia, jakie zawody są zwyczajowo regulowane. Są to tzw. wolne zawody, przy czym żaden akt prawny nie zawiera definicji pojęcia wolnego zawodu. Na szczęście reguły języka pozwalają na używanie takiego określenia i nie wymagają legitymizacji w formie ustawy. Z tego powodu w doktrynie prawa formułuje się propozycje zdefiniowania tego terminu lub chociażby wyróżnienia cech charakterystycznych wykonywania wolnego zawodu. Do cech takich zalicza się: 1) wysoki i specjalistyczny poziom wykształcenia, 2) osobiste świadczenie usług zawodowych oparte na zaufaniu między osobą wykonującą zawód a odbiorcą świadczenia, 3) samodzielność w wykonywaniu zawodu oznaczająca brak podporządkowania innym osobom przy podejmowaniu decyzji, 4) niezależność rozumiana jako swoboda decyzji co do sposobu organizacji wykonywania zawodu jak też wysokości wynagrodzenia, 5) obowiązywanie zasad deontologii zawodowej i odpowiedzialności za ich naruszenie. Można wskazać także na etos zawodowy, obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej, samorządność korporacyjną (za: Promińska, [w:] S. Włodyka (red.) Prawo Spółek Handlowych Tom 2A, Warszawa 2007 s. 576). Podnosi się, że wolne zawody wykonywane są profesjonalnie (zawodowo) przez świadczenie usług typowych. Jest to działalność prowadzona samodzielnie i osobiście, na własny rachunek, i wymaga szczególnego wykształcenia lub umiejętności (T. Mróz, M. Stec (red.) Prawo gospodarcze prywatne, Warszawa 2005, s. 213). Do wolnych zawodów zalicza się zawód adwokata, aptekarza, architekta, inżyniera budownictwa, biegłego rewidenta, brokera ubezpieczeniowego, doradcy podatkowego, maklera papierów wartościowych, doradcy inwestycyjnego, księgowego, lekarza, lekarza stomatologa, lekarza weterynarii, notariusza, pielęgniarki, położnej, radcy prawnego, rzecznika patentowego, rzeczoznawcy majątkowego i tłumacza przysięgłego (art. 88 k.s.h.), a także przykładowo zawód aktuariusza czy psychologa. Od osób takich wymaga się prowadzenia działalności zawodowej z podwyższonym stopniem staranności i ustawicznego dokształcania się.

Na straży właściwego wykonywania zawodu stoi samorząd zawodowy, jeżeli został ustanowiony. Sprawuje on najczęściej kontrolę tego, kto i jak wykonuje zawód, czy ma odpowiednie kwalifikacje, czy świadcząc usługi kieruje się dobrem klienta, czy dokształca się i przestrzega zasad etycznych. Samorząd pełni też funkcje dyscyplinarne, mogąc wymierzać odpowiednie sankcje względem osób, które naruszają zasady etyki zawodowej. Nie uchybia to możliwości wszczęcia postępowania karnego w przypadku naruszenia przez taką osobę prawa. Brak samorządu powodowałby, że społeczeństwo pozbawione byłoby możliwości kontroli, czy lekarz, do którego się udają, ukończył medycynę, czy też uprawia znachorstwo. Przykładem jest brak działającego samorządu psychologów, wobec czego świadczeń psychologicznych udzielają często szarlatani i magicy, posługujący się wiedzą zaczerpniętą z kolorowych gazet i wierzeń ludowych, najczęściej sprzeczną ze stanem nauki i mogącą wywołać wiele szkód w psychice osób zwracających się do nich po pomoc. Może się też zdarzyć tak, że dany psycholog, choć będzie miał wszelkie kwalifikacje do wykonywania zawodu, będzie to czynił z naruszeniem zasad etycznych i nikt go nie pociągnie do odpowiedzialności. Przykładem tego jest sytuacja opisana tutaj.

Samo istnienie samorządów zawodowych i możliwości sprawowania przez nie kontroli wykonywania zawodu należy oceniać pozytywnie. Jednak w powszechnej opinii, ustawowe ograniczenia wykonywania zawodów nie służą społeczeństwu, lecz wręcz przeciwnie – stanowią podstawę patologicznego uprzywilejowania właściwie urodzonych kosztem innych osób. Przykładem jest zawód adwokata, który często jest zawodem dziedzicznym. W przeszłości zasady dostępu do tego zawodu wielokrotnie się zmieniały i były uwarunkowane różnymi czynnikami, w tym uwarunkowaniami politycznymi. W wielu przypadkach o możliwości wstępu na aplikację decydowało znalezienie patrona, który nie godził się przyjąć do siebie osoby nieznanej. Sytuacja jednak zmieniła się jakiś czas temu i aktualnie wystarczy zdać nietrudny egzamin, by rozpocząć aplikację. W przypadku aplikacji adwokackiej nie ma problemu z wyznaczeniem patrona, lecz problemem może być jego stosunek do aplikanta. Szczytem naiwności byłoby twierdzenie, że posiadanie odpowiedniego zaplecza rodzinnego nie sprzyja przygotowaniu do zawodu adwokata, jak i późniejszemu jego wykonywaniu. Szczytem głupoty natomiast jest twierdzenie, że jest to niezbędny warunek sukcesu. Politycy starają się wyrównać szanse jednej i drugiej grupy prawników. Czynią to jednak przez zaniżanie wymagań i umasowienie aplikacji. Czy politycy zrobili coś następnie, by polepszyć sytuację młodych prawników poza złudzeniem, że rynek usług prawnych dostępny jest na równych zasadach dla każdego? Czy objęto aplikantów chociażby ubezpieczeniem, tak by mogli korzystać z bezpłatnej służby zdrowia? Czy zwiększono finansowanie pomocy prawnej udzielanej z urzędu, tak by zwiększyć szanse osób niezamożnych na skorzystanie z usług profesjonalnego pełnomocnika?

Czy zatem szanse przyszłych adwokatów na rynku usług prawnych są takie same jak ich kolegów, jednak odpowiednio urodzonych? Oczywiście tak nie jest. Jakiś czas temu Daniel Passent w radio Tok fm powiedział, iż ma większe zaufanie do lekarza, który pochodzi z rodziny lekarskiej czy prawnika z rodziny prawniczej, którego ojca zna. I muszę powiedzieć, że ja też. Osoby takie bowiem dorastają w innych warunkach niż osoby, których rodzice nie sprawują wolnego zawodu. I wbrew temu, co się powszechnie wydaje wcale nie chodzi tu o pieniądze. Wróćmy do cech charakterystycznych wykonywania wolnego zawodu – możliwość kształtowania wynagrodzenia to tylko jedna z nich. Dzieci mające rodziców wykonujących wolne zawody uczą się jak wielką wartością jest wykształcenie, na którym będą opierać swoje życie zawodowe. Uczą się, że ważniejsze od biznesu jest zachowanie dobrego imienia, że swoje działania należy podejmować z najwyższą starannością, a nie starannością wystarczającą, by zarobić. Przyglądają się swoim rodzicom, którzy dokształcają się, czytają książki, swój czas poświęcają innym, nawet kosztem rodziny. W ten sposób rodzice kształtują jednocześnie postawy swoich dzieci, które internalizują takie wzorce zachowań.

Jest mnóstwo osób, które dzięki temu zgromadziły znaczne majątki, co budzi podejrzliwość znacznej części społeczeństwa. Nie ma jednak nic złego w tym, że ktoś zarabia. Wydaje mi się jednak, że zasadnicza różnica między dziećmi rodziców wykonujących wolne zawody, a przykładowo dziećmi handlarzy jest taka, że Ci pierwsi internalizują model zawodowej staranności i godności, podczas gdy ci drudzy uczą się maksymalizacji zysków, tzn. czynienia tego co jest opłacalne. To oczywiście bardzo duże uproszczenie, dla niektórych może być krzywdzące, za co przepraszam, ale w wielu przypadkach się sprawdza. Najbardziej zaskakuje mnie podnoszenie lamentu wokół dziedziczenia zawodów prawniczych. Zawód sprzątaczki jest jeszcze częściej dziedziczony, tak jak dziedziczona jest bieda. I nie piszę tego, by deprecjonować osoby pracujące fizycznie, gdyż w moim przekonaniu takie zawody są często społecznie bardziej użyteczne niż bycie bezrobotnym prawnikiem. Chodzi jedynie o to, że ludzie wcale nie rodzą się równi, a ich szanse zawodowe można jedynie starać się wtórnie wyrównywać. Kolega aplikant z prawniczej rodziny ma większe szanse na sukces zawodowy, bo klienci wiedząc kim jest, będą go darzyć większym zaufaniem. Wcale nie oznacza, że inni pozbawieni są szans, a jedynie to, że po prostu nie mają forów.

Dorastanie w poczuciu odpowiedzialności za cudze sprawy i w przekonaniu o konieczności ciągłego dokształcania się sprawia, że dana osoba predysponowana jest do podejmowania wymagających zadań związanych ze sprawowaniem wolnego zawodu. Taka osoba zorientowana jest na to, by być, a nie na to, by mieć. Może z tego powodu najbardziej ranią mnie słowa innych „to będziesz dużo zarabiać” wypowiadane, kiedy ktoś słyszy, że chcę zostać adwokatem. Nie lubię gdy ktoś redukuje mój byt do odpowiedniego wynagrodzenia, ani gdy ocenia moją wartość społeczną według wysokości zarobków. Ja nie uczyłam się całe życie z ponadprzeciętną intensywnością, by coś z tego mieć, lecz by dzięki temu lepiej być. Teraz się tym dzielę z ludźmi i nie mam z tego żadnych profitów poza poczuciem, że spełniłam swój obowiązek. Nie mam wątpliwości, że pomaganie innym jest moim obowiązkiem, a nie jedynie szansą na wynagrodzenie. Pewnie tak jest, bo taką postawę wyniosłam z domu, choć moi rodzice nie są prawnikami. Wolny zawód to wymagający zawód, o czym jakże często się zapomina, podkreślając rzekomą wysokość zarobków, których większość prawników lub lekarzy długo nie zobaczy.