Nagle przyszła jesień. To się stało dzisiaj rano, bo jeszcze w nocy było lato. Zasypiając towarzyszyła mi melodia nocnego życia leśnego, obudził wilgotny zapach mgły. Siedzę u stóp Wzgórza św. Bronisławy i obserwuję, jak deszczowe chmury rozbijają się o korony drzew na szczycie. Dźwięk deszczu, tu na końcu świata, rozbrzmiewa bardzo wyraźnie. Słychać każdą kroplę uderzającą o liście. Mogłoby tak już zostać, moglibyśmy w spokoju przemyśleć to wszystko, co mamy do powiedzenia, do napisania, do zrobienia. Kiedy wyjdzie słońce znowu trzeba będzie żyć, nie będzie czasu na żadną refleksję.

Jutro ponownie zaczną się dyskusje o ostatnich zmianach w prawie, zwłaszcza tych dotyczących Adwokatury. Nie żeby takie dyskusje nie toczyły się przez ostatnie miesiące, jednak wtedy można było zachować dystans, poobserwować zanim się coś powie, zanim wyleje się wszystkie swoje żale pod pretekstem rzeczowej wymiany argumentów. Stało się. Niewtajemniczonych informuję, że w piątek Sejm przyjął ustawę dopuszczającą radców prawnych do obron w sprawach karnych i karnoskarbowych. Jeżeli zmiany zostaną zaakceptowane przez Senat, a pod ustawą znajdzie się podpis Prezydenta, na salach sądowych wkrótce obok oskarżonych zasiądą prawnicy z niebieskim żabotem. Przeciwko takim zmianom przez ostatnie miesiące protestowała palestra. Podnoszono przeróżne argumenty. Niektórzy głosili, że radcy nie mają dostatecznej wiedzy i doświadczenia karnistycznego, że wymogom obrony zwyczajnie nie sprostają. Inni dawali wyraz swojej dezaprobacie dla pomysłu zmian, głosząc w wyważonych słowach całkiem jawną tezę, że radcy „to po prostu gorsi prawnicy”. Bardzo prymitywne wydawały mi się takie argumenty, skoro jednocześnie ci sami radcy byli zapraszani do Adwokatury. Mówiono im: „jeśli chcesz być obrońcą, to przyjdź do nas i zostań adwokatem”. Radca może bowiem swobodnie ubiegać o wpis na listę adwokatów. Wówczas problem braku wiedzy nagle ewaporuje.

Oczywiście można powiedzieć, że przystąpienie do Adwokatury wiąże się nie tyle z problemem odpowiedniej wiedzy, ale przyjęciem na siebie wyższych wymagań etycznych. Kodeks etyki adwokackiej został bowiem przystosowany do pełnienia funkcji obrońcy i nakłada na adwokatów wysokie rygory, które w skrócie rzecz ujmując, nakazują mu działać dla dobra wymiaru sprawiedliwości. Wymiar sprawiedliwości nie polega bowiem na tym, że „łapie i skazuje się bandziorów”, lecz na tym, że tę sprawiedliwość się wymierza. Istotny jest tu bowiem proces gwarantujący poszanowanie praw oskarżonego, ofiary i społeczeństwa. Aby zachować tu równowagę, konieczny jest udział kogoś, kto będzie patrzył na ręce organom państwowym, kogoś, kto często wbrew zarzutom pod własnym adresem i własnym kosztem, będzie wytykał im błędy i niedociągnięcia. Do tego zdecydowanie potrzebne jest przyswojenie wysokich standardów etycznych. Jednak mam wrażenie, że często wśród członków palestry zasady etyki nie są traktowane jako wewnętrzny głos nakazujący określone zachowanie, lecz jako odgórnie narzucone przepisy, które trzeba w „wystarczającym” stopniu przestrzegać. Przypomnijmy zatem, że tzw. kodeks to tylko nazwa pomocnicza. Właściwie nazywa się to Zbiorem Zasad Etyki Adwokackiej i Godności Zawodu. Różnica polega na tym, że zasady w nim zawarte nie zostały spisane po to, by się ich nauczyć, lecz po to, by je zinternalizować – by je zrozumieć, zaakceptować i stosować jako własne. Zasady etyczne nie mogą być utożsamiane z zasobem wiadomości dotyczących akceptowanych form zachowania, lecz stanowią postawę życiową. Ktoś stosuje się do zasad etycznych nie dlatego, że mu się to nakazuje, lecz dlatego, że sam uważa je za słuszne i potrzebne. Innymi słowy, etyka adwokacka to własna postawa. Aplikacja jest niezmiernie pomocna, by taką postawę wypracować. W zasadzie założenie, iż temu właśnie ma ona służyć jest słuszne.

Jednak to, w jakim stopniu ktoś postawę etyczną przyjmie, nie zależy wcale od przynależności do określonego samorządu. Znam bowiem wysoce etycznych prawników, którzy do żadnego samorządu nie należą. Czasami przysłuchuję się też aplikantom  – którzy mają niezmiernie nikłe pojęcie o życiu społecznym, aplikację traktują jako plan biznesowy, a z rozmów z nimi można się dowiedzieć przykładowo, że nieheteroseksualna orientacja „jest patologiczna”, że „biedni są zawsze sami sobie winni”, że niepełnosprawnych „należy izolować”, że zmiana płci to „objaw choroby psychicznej”. Przestrzeganie zasad etycznych wpisanych w funkcję obrońcy nie wynika w mojej ocenie z przynależności do tego, czy innego samorządu, lecz zależy od tego jakim się jest człowiekiem. Wierzę, że Adwokatura w zdecydowanej większości skupia wysoce etyczne jednostki, ale nie jestem w stanie przyjąć zapatrywania, że radcowie jako obrońcy z pewnością będą działali nieetycznie.

Moja temida patrzy i widziNie oznacza to, że gorąco kibicuję przyznaniu radcom uprawnień obrończych. Właściwie, to co jest obowiązkiem adwokata, ma być w zamyśle reformatora i samorządu radcowskiego jedynie „uprawnieniem”, kolejną kompetencją radców. Radcowie będą mogli bronić, lecz nie będą musieli tego robić. Adwokat obrony odmówić nie może. Istota zawodu adwokata wynika bowiem z pozycji ustrojowej Adwokatury. I jest to w mojej ocenie jedyny zasadny i merytoryczny argument, jaki padł w debacie nad omawianymi zmianami. W dodatku jest to argument niezwykle silny i na tyle istotny, by pokrzyżować plany ustawodawcy. Wspomniałam już na czym polega wymierzanie sprawiedliwości. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z aparatem państwa – silną machiną sterowaną przez osoby kompetentne, lecz działające w zinstytucjonalizowanych ramach. Policjanci, służby, prokuratorzy, sędziowie – działają w imieniu państwa, lecz nie własnym. Często mówi się o bezduszności aparatu opresji, zinstytucjonalizowanej i zmonopolizowanej przemocy. Należy pamiętać jednak, że konkretne decyzje podejmowane są zawsze przez ludzi, a nie przez maszyny. Jednakże skutek takiej formy organizacyjnej jest taki, że następuje rozmycie odpowiedzialności. To znany w psychologii mechanizm myślenia grupowego, czy rozbicia procesu decyzyjnego na wiele osób. Obrońca zawsze natomiast działa samodzielnie, nawet gdy do obrony jednej osoby upoważnionych jest kilka osób. W związku z tym również za swoje działania odpowiada samodzielnie, co zmusza go do działania zawsze na najwyższym poziomie.

Wymierzanie sprawiedliwości nie jest procesem jednostronnego działania państwa. Ostateczny jest oczywiście głos sędziego. Jednak, by sprawiedliwość została wymierzona, musi istnieć ktoś, kto w procesie ważenia dóbr, interesów społecznych i prywatnych, będzie wrzucał „na wagę” okoliczności korzystne dla oskarżonego. W ten sposób obrońca pełni funkcję społeczną – działa dla dobra obywateli. Nie tylko dlatego, że każdy zasługuje na to, by sąd orzekający należycie poznał jego osobę, czy motywy działania i wydał przez to sprawiedliwy wyrok. Sprawiedliwy wyrok leży przede wszystkim w interesie społeczeństwa. Ten interes częstokroć wcale nie jest interesem państwa. Z tych powodów Adwokatura, jako jedyna wyposażona dotychczas w uprawnienia obrończe, zajmuje miejsce ustrojowe w państwie. To miejsce zostało zarezerwowane dla dobra obywateli i z dbałości o dobro ludzkie, właśnie z jego zajmowania wynikają obowiązki obrończe. Jeżeli prawo do obrony zostanie zredukowane do kompetencji radców podjęcia możliwości obrony w procesie karnym, zupełnie przewrotny kształt zostanie nadany prawu do obrony. Otóż, interes społeczny zostanie zastąpiony wyłącznie interesem indywidualnym konkretnego prawnika. Radca bowiem może, lecz nie musi być obrońcą. Wobec tego zyskuje uprawnienie, które ma na celu wzmocnienie tylko i wyłącznie jego własnych interesów. Obrona przestaje służyć dobru społecznemu, gdyż zyskuje miano kompetencji, a nie celu działania. Pamiętajmy o tym, decydując się na wybór osoby obrońcy.

Mam wrażenie, że dyskusje na forach przeznaczonych dla członków palestry również pokazują, że wielu adwokatów patrzy na omawiane zmiany z perspektywy obrony własnych interesów lub zazdrości o interesy cudze. Podnoszone są w końcu argumenty takie jak ten, że oto radcowie mają teraz więcej uprawnień, faktycznie mogą się reklamować, są lepiej zorganizowani itp. Ba, niektórzy nawet twierdzą, że „są lepszym samorządem”. Niektórzy adwokaci zatem również patrzą na obronę z punktu widzenia własnych uprawnień, a nie celów, jakim ma ona służyć. To dla mnie niezmiernie przykra lektura z powodów, które przytoczyłam wyżej. Jestem jednak tylko aplikantką, niewiele wiem o realiach funkcjonowania na rynku usług prawniczych i w ogóle pewnie nie dostałabym się na aplikację, gdyby nie reformy z ostatnich kilku lat. Jednak jestem wciąż głęboko przekonana (może naiwnie), że adwokat to nie tylko taki lub inny zawód, wyposażony w te, a nie inne kompetencje. Bycie adwokatem to w mojej ocenie pewna postawa. Aby nim być, wypadałoby wyjść poza perspektywę własnych uprawnień i od czasu do czasu zastanowić się nad swoim miejscem w wymierzaniu sprawiedliwości. Jeżeli kogoś taka refleksja nie interesuje, nie zastanawia się, w jaki sposób zasady etyczne są kompatybilne z funkcją Adwokatury, może powinien przejść do bratniego samorządu. Aktualnie już nic nie traci, a nawet „będzie miał szersze uprawnienia”.