Na uniwersytecie mówiło się o tym od długiego czasu. Każde seminarium doktoranckie, bez względu na jego tematykę, rozpoczynała i kończyła refleksja nad problemem. Nikt nie był w stanie zaproponować dobrego rozwiązania, za to wszyscy byli niezwykle krytyczni. Trudno się właściwie temu dziwić. Straconego czasu nie sposób odrobić błyskotliwym pomysłem. Krzyk polityków też tu nie pomoże. Ci ostatni jednak się nie poddają. Nic tak nie uszlachetnia jak troska o los małych, niewinnych dzieci (w domyśle Twoich dzieci), gdy z drugiej strony nadchodzi „bestia”.

Bestię zresztą łatwo można rozpoznać. Ma rozpoznawalną twarz, imię i nazwisko. Znane są też  jego upodobania. Można nawet określić datę i godzinę jego nadejścia. Oto z podkarpackiego lada dzień ma wypełznąć zło. Reszta to kwestia spekulacji, ale wiadomo, że kto raz zabił, zabije znowu. Tak bowiem głosi pewna pani psycholog – ekspert, która z bestią miała okazję rozmawiać 23 lata temu. Teraz odwiedza wszystkie stacje telewizyjne, by podsycić emocje. Jako ekspert musi być pewna, więc mówi, że bestia zostanie na zawsze bestią. Ma w końcu 50% szans wygranej. Albo kogoś zabije, albo nie zabije. To jest zdecydowanie jej temat, bo może się pochwalić, że z bestią kiedyś rozmawiała, co czyni jej słowa wybitnie wiarygodnymi. Ludzie się bowiem nie zmieniają. Izolacja więzienna też nic nie daje. Wsparcie środowiskowe, terapia – to wszystko tylko gadanie. Czas niby płynie, ale tak jakby stanął w miejscu. Pani ekspert jest najlepszym przykładem tezy o niezmienności natury ludzkiej. Wciąż biega po stacjach telewizyjnych, udzielając wywiadów, w których mówi to samo, chociaż już nie o matce Madzi.

Czy zagrożenie ze strony sprawców przestępstw na tle seksualnym jest realne? W zasadzie tak, bo nie zweryfikowano do tej pory skuteczności metod ich terapii. Trzeba jednak pamiętać, że wsparcie instytucjonalne i środowiskowe mogą pomóc. Czynienie z takiego sprawcy wroga publicznego numer jeden z pewnością nie służy prewencji. Odsiadując karę pozbawienia wolności, człowiek taki powinien być motywowany do pracy nad sobą, do podjęcia terapii i aktywnego w niej uczestnictwa, nawet jeśli nie są to oddziaływania zadowalająco skutecznie. Tymczasem polskie więziennictwo zapewniło mu warunki do przetrwania, a nie do jakiejkolwiek zmiany. Po 25 latach obudzili się wszyscy „znawcy tematu” i zamiast myśleć o tym, by stworzyć na przyszłość system opieki i kontroli postpenitencjarnej, tworzą potworka legislacyjnego (właściwie to legislacyjną bestię), który łamie wszelkie zasady demokratycznego państwa prawa.

Mowa jest oczywiście o ustawie z dnia 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Politycy zdają sobie sprawę z jej absurdalności. Uchwalili ją jednak w obawie przed gniewem społeczeństwa, które domaga się bezpieczeństwa. Przez bezpieczeństwo rozumie się wolność od bestii. Definicji bestii w ustawie wprost nie wyrażono, można ją jednak wyczytać z art. 1. Otóż za bestię uchodzić może osoba, która odbywa karę pozbawienia wolności w systemie terapeutycznym, podczas pobytu w więzieniu występowały u niej zaburzenia psychiczne, np. w postaci zaburzeń osobowości, a stopień nasilenia stwierdzonych u nich zaburzeń wskazuje, że zachodzi co najmniej wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego z użyciem przemocy lub groźbą jej użycia przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej, zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 10 lat. Bestie ustawodawca pieszczotliwie określa mianem „osób stwarzających zagrożenie”.

Pierwsze co się rzuca w oczy, to kara za terapię. Gdyby bowiem sprawca groźny i niebezpieczny odbywał karę w systemie zwykłym, ustawa ta nie miałaby do niego zastosowania. Natomiast sprawca wrażliwy, który generalnie źle znosi pobyt w więzieniu, pojawia się u niego depresja i w następstwie zostaje objęty systemem terapeutycznym, musi liczyć się z tym, że być może nigdy nie wyjdzie na wolność. Może być bowiem uznany za niebezpiecznego, nawet jeśli jest tylko niewygodny dla aktualnej władzy. Nie ma znaczenia bowiem, czy aktualnie odsiadujesz karę pozbawienia wolności za zabójstwo, zgwałcenie, czy posiadanie trawki. Ustawodawca wymyślił sobie bowiem, że najlepszym sposobem uniknięcia zarzutu podwójnego karania za ten sam czyn, będzie oderwanie przesłanek stosowania ustawy od przestępstwa, za popełnienie którego sprawca został skazany. Oczywiście oddzielić to można jedynie na piśmie, bo szacując ryzyko, biegły musi wziąć pod uwagę czyn popełniony uprzednio.

Pod koniec ubiegłego roku, popijając kawę w jednej z krakowskich kawiarni, znalazłam w gazecie wywiad z prof. Zollem, który radośnie obwieścił, iż jest to skuteczna metoda na odparcie zarzutu, że prawo nie może działać wstecz, że nie można karać dwukrotnie za ten sam czyn. Taką technikę tworzenia ustaw nazwał „fikołkami legislacyjnymi”. Byłam pod tak wielkim wrażeniem jego wypowiedzi, że fragment gazety z wywiadem wyrwałam i schowałam do kalendarza. Wyciągam go i czytam czasami, zazwyczaj wtedy, gdy myślę, że już nic mnie bardziej nie zdziwi niż kolejna dziwaczna sprawa w kancelarii. Działa. Kawiarnię przepraszam za straty, których pewnie i tak nikt nie dostrzegł.

Nie twierdzę, że bezpieczeństwo ludzi nie jest istotną wartością konstytucyjną, choć osobiście wyznaję zasadę, że w razie konfliktu dobro jednostki jest ważniejsze od dobra ogółu. Ustawa ta jednak żadnego bezpieczeństwa nie zapewnia, lecz wręcz przeciwnie – każdego czyni potencjalnie niebezpiecznym. Niweczy to gwarancyjną funkcję prawa karnego. Krytycy ustawy nie bronią czynów popełnionych przez „bestię”, lecz demokratycznego porządku prawnego i dbają, by w tym całym ferworze nie zapomniano o jego roli. Psychiatrzy natomiast słusznie wskazują, że ustawa ta stygmatyzuje ludzi korzystających z pomocy terapeutycznej, a ze szpitali psychiatrycznych czyni ośrodki izolacji. Wracają dawne czasy, gdy niewygodnych zamykano w ośrodkach zamkniętych pod pretekstem leczenia, choć wiadomo, że zaburzenia osobowości leczeniu się nie poddają. Korzystanie z pomocy terapeutycznej, staje się przyczyną podejrzeń, napiętnowania, etykietyzacji, aż do … zepchnięcia bestii do piekieł.

I kto tu jest bestią?

Grafika pochodzi ze strony

 http://images.forwallpaper.com/files/images/9/995c/995cb6bc/140104/angry-wolf.jpg