Ach, ta dzisiejsza młodzież

…czyli refleksja o stanie edukacji i jej roli w życiu.

Kiedyś edukacja była na wyższym poziomie. Od młodzieży więcej się wymagało i tylko najzdolniejsi mogli cieszyć się wyższym wykształceniem. W szkołach uczniowie się uczyli, dzisiaj już nie wiadomo, czym się zajmują. Poziom wiedzy stale się pogarsza, a zawartość podręczników zamiast tekstem wypełniona jest kolorowymi obrazkami. Za moich czasów młodzież była zdolniejsza, pilniejsza, grzeczniejsza… Za moich czasów świat był piękniejszy. Kto nie usłyszał w swoim życiu tego rodzaju twierdzeń? Kto sam nie popadł w pułapkę takiego myślenia? Zjawisko „ach ta dzisiejsza młodzież” znane jest od czasów starożytnych, w tym tonie pisał chociażby Platon. To taka prawidłowość dziejowa, że starsi oceniają poczynania młodszych pokoleń ze zwiększonym sceptycyzmem. Częściowo odpowiadają za to prawidłowości pamięci ludzkiej, a mianowicie to, że ludzie oceniają odległe zdarzenia bardziej pozytywnie. Wówczas wszystko było nowe, ciekawsze, a wspomnienia z tego okresu stały się intensywniejsze. Niektórzy nawet twierdzą, że taka jest geneza mitu szczęśliwego dzieciństwa.

Idźmy dalej tym tropem. Zdarzenia ze szkolnych czasów były piękniejsze, a co za tym idzie z pewnością bardziej wartościowe. Człowiek był w pełni sił, szczególnie tych intelektualnych. Później podjął pracę, założył rodzinę – efektywne pozyskiwanie wiedzy, choć ważne, nie stanowiło już centrum aktywności życiowej. W dodatku kiedyś było trudniej. Czarno-białe podręczniki były trudniejsze w odbiorze, nauczyciele surowsi, więc trzeba było być zdolniejszym, by w tak niesprzyjających warunkach sobie radzić. Dziś młodzież korzysta z wyszukiwarek internetowych zamiast brudzić sobie ręce w zakurzonych katalogach bibliotecznych. Zamiast poświęcać godziny na poszukiwania literatury, można od razu przejść do lektury. Mimo to wielu, w tym profesorów akademickich, pozostaje nieprzekonanych. Jak można powoływać się na tekst, którego się w rękach nie trzymało? – pytają nazbyt często. Ano można, bo człowiek czyta oczami, a nie rękoma. Natomiast ułatwienia w dostępie do literatury nie muszą oznaczać pogorszenia jakości jej odbioru.  Pozostaje jednak obawa, że młodzi nie docenią zwyczajnego, fizycznego trudu niegdyś włożonego przez starszych w uzyskiwanie dostępu do wiedzy. Trudu, który w wielu przypadkach stracił rację bytu. Dziś zamiast koncentrować się na srogiej minie pani z biblioteki, należy poświęcić się ocenie wiarygodności i rzetelności łatwo dostępnej literatury.

Na niższych szczeblach kształcenia, można dostrzec obawę, że edukacja zdobywana w przyjemny sposób jest mniej wartościowa niż edukacja związana z przymusowym „wkuwaniem” informacji. Sama w szkole najpierw uczyłam się co, gdzie, kiedy. Niezwykle rzadko stawiano mi pytanie jak?. Dziś nie mam wątpliwości, że najtrudniejsze i najistotniejsze jest często nieobecne pytanie dlaczego?. To ono pozwala na zrozumienie złożoności zjawisk. Zaś proces uzyskiwania odpowiedzi wiąże się nieuchronnie ze zdobyciem podstawowych informacji, które są konieczne do zrozumienia wzajemnych zależności. Znajomość faktów staje się środkiem do rozwiązania problemu. Zasoby pamięciowe służą procesom myślowym. I dzięki temu człowiek lepiej sobie radzi w dalszej edukacji, życiu osobistym i zawodowym. Jeszcze do niedawna polska szkoła uczyła tylko wiedzy faktograficznej. Dziś, ku oburzeniu wielu, pedagodzy coraz częściej dostrzegają potrzebę ćwiczenia krytycznego myślenia. Nie dostrzega tego niestety MEN, serwując uczniom sprawdzanie wiedzy za pomocą testów, które nigdy nie wymagają odpowiedzi na pytanie dlaczego?.

diploma manAch, ta dzisiejsza młodzież będzie miała ciężko w życiu. Czy kiedyś rzeczywiście było lepiej i mądrzej? Nic bardziej mylnego. Dostępne badania i analizy wskazują, że poziom edukacji się podwyższa. Świadczą o tym wyniki międzynarodowych testów PISA, które porównują umiejętności młodzieży z różnych krajów. Polacy wypadają średnio, jednak można zauważyć, że jakość polskiej edukacji się poprawia, a wraz z nią średnie rezultaty otrzymywane przez polskich uczniów. Sceptycy kręcą nosem, donosząc, że to poprawa pozorna, gdyż dotyczy jedynie najsłabszych uczniów. Nasi najmniej zdolni uczniowie są zdolniejsi od tych najsłabszych z innych krajów. Właściwie jak oceniać taki rezultat? Czy rzeczywiście nie ma się czym cieszyć? W mojej ocenie to powód do zadowolenia. Oznacza to bowiem, że jesteśmy cywilizowanym krajem, w którym każdemu zapewnia się dostęp do edukacji. Jako że średnie polskie wyniki uczniów (z wyjątkami) poprawiają się na przestrzeni lat, można stwierdzić, że poszerza się dostęp do wiedzy, czemu nie towarzyszy jednak zaniżanie wymagań. Mimo takich wiadomości wciąż słyszymy, że jest gorzej niż kiedyś. Mowa tu oczywiście o edukacji szkolnej, a nie wyższej.

Kiedyś natrafiłam w magazynie der Spiegel (nr 4 z 2011 r.) na wywiad z profesorem uniwersyteckim z Monachium, zajmującym się badaniem edukacji, odpowiedzialnym za przeprowadzanie badań PISA w Niemczech – Manfredem Prenzel. Okazało się, że Niemcy mają takie same wrażenia, jeśli chodzi o poziom edukacji. Tam, tak jak i u nas, chociaż badania porównawcze wskazywały, iż jakość edukacji się poprawia, wszyscy narzekali na jej rzekome pogorszenie. Prof. Prenzel konkludował, że kiedy on był uczniem także słyszał od nauczycieli, że kiedyś edukacja była na wyższym poziomie, a uczniowie wykazywali się większą wiedzą. Ach ta dzisiejsza młodzież to bowiem zjawisko uniwersalne i znane tak długo, jak istnieje system edukacji. W latach 70-tych przeprowadzono w Niemczech i innych krajach badania porównawcze, które wskazały, iż uczniowie niemieccy byli na tle innych po prostu przeciętni. Takie same wyniki uzyskano przy pierwszym badaniu PISA w 2000 r. Wbrew oczekiwaniom poziom umiejętności uczniów wcale się nie pogorszył. W innych badaniach porównano zawartość współczesnych kolorowych podręczników szkolnych z ich starszymi, mniej zachęcającymi do nauki poprzednikami. Okazało się, że współczesne książki są obszerniejsze, zawierają więcej informacji, a co za tym idzie także więcej tekstu.  Ponadto codzienne doświadczenie wskazuje, że poziom umiejętności uczniów wzrasta w porównaniu do starszych pokoleń. Świadczy o tym chociażby umiejętność komunikowania się w języku obcym.

Inaczej natomiast kształtuje się jakość wyższego wykształcenia. Dziś o poziomie erudycji z pewnością nie można wnioskować na podstawie tytułu znajdującego się przed nazwiskiem. Niektórzy strasznie ubolewają nad bylejakością polskiej edukacji wyższej. Powiem szczerze, że mnie jej masowość zupełnie nie przeszkadza. Niezmiernie natomiast niepokoi mnie obniżanie wymagań. Nie mam nic przeciwko temu, żeby wielu młodych ludzi podejmowało się studiowania. Są wśród nich osoby mało zdolne, które ledwie poradziły sobie z maturą. Są jednak także jednostki wybitne. Można znaleźć studentów, którzy cenią wartość wiedzy i etos nauki. Są też zwolennicy tanich rozwiązań, którzy uwierzyli, że wykształcenie wprost przekłada się na wysokość wynagrodzenia. Są studenci ciekawi świata, nastawieni na udoskonalanie siebie. Zdarzają się często osoby prezentujące postawy konsumenckie, które wizytę na wykładzie traktują jak obiad w restauracji, cierpiąc tym samym na syndrom „płacę, to wymagam”. Wymagać trzeba – to kwestia podstawowego szacunku dla innych osób. Jednak jeśli chodzi o edukację, to wymagać należy przede wszystkim od siebie.

human brainNie obowiązują już proste heurystyki – skończone studia jako oznaka fachowości, czy wiedzy. Dziś skończone studia oznaczają tylko tyle, że ktoś poświęcił kilka lat swojego życia na obcowanie z nauką. Jak głęboki był to kontakt, trzeba samemu ocenić w indywidualnym spotkaniu. Tytuł magistra stracił na znaczeniu. Coraz większą rolę odgrywa natomiast miejsce i sposób zdobycia wykształcenia. Dziś w cenie jest to, gdzie się studiowało, a nie to, czy się studiowało. Z tego względu na ludziach przeprowadzających egzaminy i oceniających prace spoczywa odpowiedzialność za zachowanie odpowiedniego poziomu. W mojej ocenie, jest to kwestią szacunku zarówno dla absolwentów, jak i obecnych studentów. Jeżeli chcą studiować, jeśli widzą dla siebie miejsce w świecie nauki, to trzeba im pozwolić zrewidować własny obraz siebie. Wielu wyjdzie z tego obronną ręką. Nie ma nic gorszego niż zaniżanie wymagań, bo to nikomu szczęścia nie przyniesie.

I choć sam fakt, że studia stały się masowe mi nie przeszkadza, dostrzegam, że masowość ta w wielu miejscach pociąga za sobą spadek jakości edukacji. Trudno znaleźć w tłumie przewodnika, kogoś kto zaszczepi pasję do dyscypliny, czy zagadnienia. Wykształcenie to nie jest proste dobro ekonomiczne, czy inwestycja. Jeśli ktoś ma instrumentalny stosunek do wiedzy i uważa, że edukacja to sposób na zdobycie pracy, z pewnością się zawiedzie. Nie będzie go bowiem nic wyróżniało spośród innych magistrów na rynku pracy. Wykształcenie to sposób na otwarcie się na świat i jego złożoność, na dostrzeżenie tego, co nieuchwytne dla innych. Ono z pewnością czyni życie łatwiejszym i ciekawszym. I to nie z powodu umiejętności wykonywania zawodu, ale ze względu na poszerzenie horyzontów i przezwyciężanie ograniczeń.

Z tego powodu niezmiernie smucą mnie ukazujące się w ostatnim czasie artykuły o straconym czasie, który poświęcają ludzie na studiowanie. Gazeta Wyborcza w wydaniu z dnia 25 kwietnia 2013 r. na swojej pierwszej stronie ogłasza, że „za dużo młodych studiuje, zamiast zdobywać zawód”. To nie jest tak, że tu konieczna jest jakaś alternatywa. Można być wirtuozem i zszywać buty. Można też być szewcem. Ten pierwszy ma umiejętność, ten drugi zaś przyjął określoną tożsamość. Wirtuoz dzięki wykształceniu może stać się kimkolwiek zechce, nie zamknie się w jednej etykiecie, przypiętej mu zanim świadomie zdecydował, czym chce się w życiu zająć. Szewc nie ma wyboru, może być tylko szewcem. Fach w rękach jest ważny. Czar w umyśle jest piękny. Można się zastanawiać, który z nich się wybierze – można zagarnąć oba. Gazeta Wyborcza zakłada, że jest to niemożliwe, że zawód w dzisiejszych czasach daje siłę. Na udowodnienie tych tez podaje zdumiewające statystyki, jak np. to, że „co trzeci bezrobotny nie skończył 25 lat”. W jaki sposób ma to udowodnić, że nie warto studiować? Mam wrażenie, że ten artykuł napisał jakiś niewykształcony magister (sic!).

Jestem absolwentką psychologii i prawa, doktorantką na Wydziale Prawa i Administracji UJ oraz czynnym zawodowo adwokatem. Od czasów studiów mieszkam w Krakowie. Popularyzuję wiedzę na temat zastosowania psychologii w praktyce prawniczej.

  • Studiowanie powinno być przyjemnością dla ducha i umysłu. Jeśli profesorowie, asystenci cała kadra naukowo- pedagogiczna stawia odpowiednio wysokie wymagania, to sprostanie im daje satysfakcję. Tam gdzie poziom jest zaniżany studiujący nie cenią tego, co robią. Nie chce im się zdobywać nowych szczytów, bo właściwie po co. Człowiek potrzebuje bodźców.

    • Nic tak nie kształtuje ducha, jak intelektualna przygoda 🙂

  • KBG

    Wiesz tak się zastanawiałam ostatnio nad naszą edukacją i …
    1. Młodzież jest dużo lepsza niż kiedyś, zresztą z pokolenia na pokolenia stajemy się lepsiejsi 😉 Radośniej i weselej młodzież angażuje się w akcje i w inne przemiany. Młodzi mężczyźni pozbawieni prototypu macho z bóle ale zaczynają zmieniać się. Kobiecość natomiast zaczyna się rodzić, ta prawdziwa a nie wymyślona to przez gejów albo przez sfrustrowanych facetów tudzież przez „wielką inkwizycję” więc alleluja i do przodu 🙂
    2. Magistrem może być każdy 🙂 I to się chwali i jak wiadomo do dziś dnia na uniwersytecie może wykładać każdy, Profesor, górnik, sprzątaczka, stręczyciel i prostytutka. A więc… trzeba być ponad przeciętnością. I znów możemy gwizdać alleluja, bo to oznacza, że byle jakość intelektualna będzie musiała pójść do lamusa.
    3. Moje tajne badania reklamy 😉 wskazują, że my Polacy nie chcemy już manipulacji, chcemy radości i oczywiście to dobrze, bo masz mózg pragnie tylko miłości 🙂 No to się nagadałam 🙂 pozdrawiam 🙂

    • Zawsze można liczyć na feedback z Twojej strony. Pozdrawiam

      • KBG

        oj nie wiem czy to dobrze czy źle … Ty poruszasz takie tematy, które mnie poruszają… pozdrawiam

        • Myślę, że dobrze. I bardzo mnie to cieszy 🙂

          • KBG

            Mnie cieszy,( i oczywiście moja galopująca skleroza zapomniała to podkreślić) że jesteś i to co zauważyłaś, nie zadajemy pytań a Ty podkreśliłaś potrzebę uczenia zadawania pytań. To takie fajne, że są osoby, które mają otwarte umysły tak jak Ty 🙂

          • Nie tylko ja na szczęście jestem, widzę, że „są nas dwie”. Miło wiedzieć, że ktoś poświęca swój czas, by odnaleźć coś w tym, co piszę. Pozdrawiam

  • KBG

    Wiesz tak się zastanawiałam ostatnio nad naszą edukacją i …
    1. Młodzież jest dużo lepsza niż kiedyś, zresztą z pokolenia na pokolenia stajemy się lepsiejsi 😉 Radośniej i weselej młodzież angażuje się w akcje i w inne przemiany. Młodzi mężczyźni pozbawieni prototypu macho z bóle ale zaczynają zmieniać się. Kobiecość natomiast zaczyna się rodzić, ta prawdziwa a nie wymyślona to przez gejów albo przez sfrustrowanych facetów tudzież przez „wielką inkwizycję” więc alleluja i do przodu 🙂
    2. Magistrem może być każdy 🙂 I to się chwali i jak wiadomo do dziś dnia na uniwersytecie może wykładać każdy, Profesor, górnik, sprzątaczka, stręczyciel i prostytutka. A więc… trzeba być ponad przeciętnością. I znów możemy gwizdać alleluja, bo to oznacza, że byle jakość intelektualna będzie musiała pójść do lamusa.
    3. Moje tajne badania reklamy 😉 wskazują, że my Polacy nie chcemy już manipulacji, chcemy radości i oczywiście to dobrze, bo masz mózg pragnie tylko miłości 🙂 No to się nagadałam 🙂 pozdrawiam 🙂

    • Zawsze można liczyć na feedback z Twojej strony. Pozdrawiam

      • KBG

        oj nie wiem czy to dobrze czy źle … Ty poruszasz takie tematy, które mnie poruszają… pozdrawiam

        • Myślę, że dobrze. I bardzo mnie to cieszy 🙂

          • KBG

            Mnie cieszy,( i oczywiście moja galopująca skleroza zapomniała to podkreślić) że jesteś i to co zauważyłaś, nie zadajemy pytań a Ty podkreśliłaś potrzebę uczenia zadawania pytań. To takie fajne, że są osoby, które mają otwarte umysły tak jak Ty 🙂

          • Nie tylko ja na szczęście jestem, widzę, że „są nas dwie”. Miło wiedzieć, że ktoś poświęca swój czas, by odnaleźć coś w tym, co piszę. Pozdrawiam

  • Autorko droga, a nie jest tak, że masowość edukacji wyższej jest krytykowana nie z powodu masowości, lecz z powodu spadku poziomu kształcenia?
    Trochę analogicznie jak z masowością kształcenia prawników.

    • W moim odczuciu te dwie sfery są ze sobą nieodłącznie związane. Tak być nie musi, ale w praktyce tak to wygląda. Jednak w ostatnim czasie pojawia się coraz więcej artykułów krytykujących studiowanie jako takie, chociażby wspomniany przeze mnie tekst z GW. Jest ponoć za dużo magistrów, a za mało osób z wykształceniem zawodowym i technicznym. Ostrze krytyki skierowano na masowość, bo o spadku poziomu widocznie już za dużo powiedziano. Pozdrawiam

      • A ja sobie tak myślę, że nie krytykuje się studiowania, lecz zdobywanie papierka przez – jak mi się wydaje – znaczną część (o ile nie większość) studentów. Cóż to za fachowiec i znawca, który z dziedziną obcuje co drugi tydzień, a prawdziwie poznaje raz na semestr?

        • Wszystko zależy od definicji „studiowania” 🙂

          • Wiesz, ja uważam, że studiowanie to proces samodzielnego zdobywania wiedzy pod okiem tutora/wykładowcy, ale ja to jestem prostak i się nie znam 😉

          • Ze mnie jest taki prostak jak i z Ciebie, bo się z Tobą zgadzam 🙂 Kiedy jednak czytam gazety, mam wrażenie, że dla autorów artykułów studiowanie, to po prostu bycie studentem. Nic dziwnego, że uważają, że nie warto „studiować”.

          • No zgadzam się zgadzam 🙂 Jest olbrzymia różnica między studiowaniem a „byciem studentem”. Ale cóż, jeśli ktoś tego nie widzi to chyba… nie powinien studiować w ogóle, prawda?

            Tak na marginesie, ja czasami gdy widzę różnego rodzaju kffiatki filozoficzno-społeczno-obyczajowo-sensacyjno-naukowe to jestem za tym, by komisyjnie delikwenta pozbawiać matury. Ale ja, nie dość że prostak jestem, to na dodatek dość reakcyjny i dość radykalny 🙂

          • Nie jestem pewna, czy nie powinien studiować – zawsze jest jakiś drobna szansa, że przypadkiem zrozumie adresowane do niego treści i dozna oświecenia, co z kolei zmieni jego stosunek do wiedzy. Nie chcę nikogo pozbawiać szansy doznania takiego oświecenia, więc do podjęcia studiów generalnie zachęcam – choć zdaję sobie sprawę, że większość czyni to dla nic niewartego dyplomu. Widocznie jestem za mało radykalna. Fajnie, że wpadłeś. Pozdrawiam 🙂

          • A ja na odwrót! Nie każdy powinien mieć możliwość studiowania, bo na nią nie zasługuje. Ja bym zrobił, oprócz tradycyjnych przedmiotów maturalnych również egzamin z wiedzy ogólnej. Tylko na „zal”. Albo masz jakąś wiedzę ogólną albo nie. Albo, jako państwo, zezwalamy, być się legitymował (także za granicą) jakimś tytułem naukowym, albo nie. Może wtedy młodzież by wystawiła głowę poza fejsa youtube i twittera. Wizja tego, że trzeba wiedzieć, co się na świecie dzieje może by spowodowała, że młodzież nawet i by zaczęła oglądać jakieś wiadomości? Kto wie!

          • Podejrzewam, że w takim stanie rzeczy młodzież na fejsie prowadziłaby research, co zrobić, żeby taki egzamin zdać, ale „się nie narobić”. Tak to już jest z wszelkimi egzaminami, sankcjami – je się omija, a nie pokonuje.

  • Autorko droga, a nie jest tak, że masowość edukacji wyższej jest krytykowana nie z powodu masowości, lecz z powodu spadku poziomu kształcenia?
    Trochę analogicznie jak z masowością kształcenia prawników.

    • W moim odczuciu te dwie sfery są ze sobą nieodłącznie związane. Tak być nie musi, ale w praktyce tak to wygląda. Jednak w ostatnim czasie pojawia się coraz więcej artykułów krytykujących studiowanie jako takie, chociażby wspomniany przeze mnie tekst z GW. Jest ponoć za dużo magistrów, a za mało osób z wykształceniem zawodowym i technicznym. Ostrze krytyki skierowano na masowość, bo o spadku poziomu widocznie już za dużo powiedziano. Pozdrawiam

      • A ja sobie tak myślę, że nie krytykuje się studiowania, lecz zdobywanie papierka przez – jak mi się wydaje – znaczną część (o ile nie większość) studentów. Cóż to za fachowiec i znawca, który z dziedziną obcuje co drugi tydzień, a prawdziwie poznaje raz na semestr?

        • Wszystko zależy od definicji „studiowania” 🙂

          • Wiesz, ja uważam, że studiowanie to proces samodzielnego zdobywania wiedzy pod okiem tutora/wykładowcy, ale ja to jestem prostak i się nie znam 😉

          • Ze mnie jest taki prostak jak i z Ciebie, bo się z Tobą zgadzam 🙂 Kiedy jednak czytam gazety, mam wrażenie, że dla autorów artykułów studiowanie, to po prostu bycie studentem. Nic dziwnego, że uważają, że nie warto „studiować”.

          • No zgadzam się zgadzam 🙂 Jest olbrzymia różnica między studiowaniem a „byciem studentem”. Ale cóż, jeśli ktoś tego nie widzi to chyba… nie powinien studiować w ogóle, prawda?

            Tak na marginesie, ja czasami gdy widzę różnego rodzaju kffiatki filozoficzno-społeczno-obyczajowo-sensacyjno-naukowe to jestem za tym, by komisyjnie delikwenta pozbawiać matury. Ale ja, nie dość że prostak jestem, to na dodatek dość reakcyjny i dość radykalny 🙂

          • Nie jestem pewna, czy nie powinien studiować – zawsze jest jakiś drobna szansa, że przypadkiem zrozumie adresowane do niego treści i dozna oświecenia, co z kolei zmieni jego stosunek do wiedzy. Nie chcę nikogo pozbawiać szansy doznania takiego oświecenia, więc do podjęcia studiów generalnie zachęcam – choć zdaję sobie sprawę, że większość czyni to dla nic niewartego dyplomu. Widocznie jestem za mało radykalna. Fajnie, że wpadłeś. Pozdrawiam 🙂

          • A ja na odwrót! Nie każdy powinien mieć możliwość studiowania, bo na nią nie zasługuje. Ja bym zrobił, oprócz tradycyjnych przedmiotów maturalnych również egzamin z wiedzy ogólnej. Tylko na „zal”. Albo masz jakąś wiedzę ogólną albo nie. Albo, jako państwo, zezwalamy, być się legitymował (także za granicą) jakimś tytułem naukowym, albo nie. Może wtedy młodzież by wystawiła głowę poza fejsa youtube i twittera. Wizja tego, że trzeba wiedzieć, co się na świecie dzieje może by spowodowała, że młodzież nawet i by zaczęła oglądać jakieś wiadomości? Kto wie!

          • Podejrzewam, że w takim stanie rzeczy młodzież na fejsie prowadziłaby research, co zrobić, żeby taki egzamin zdać, ale „się nie narobić”. Tak to już jest z wszelkimi egzaminami, sankcjami – je się omija, a nie pokonuje.

  • Wiesz, z tą komercjalizacją wykształcenia, dostępnością itd – to troche tak jak na zasadzie pracy i placy. Jak oni udają, że płacą, to ja udaję, że pracuję… Jak udają, że wymagaja, to udaję, że studiuje…

    • Dobrze ujęte :). Czasami się jednak zdarza, że człowiek na serio pracuje,studiuje, a inni mają to na serio w du… 😉

  • Wiesz, z tą komercjalizacją wykształcenia, dostępnością itd – to troche tak jak na zasadzie pracy i placy. Jak oni udają, że płacą, to ja udaję, że pracuję… Jak udają, że wymagaja, to udaję, że studiuje…

    • Dobrze ujęte :). Czasami się jednak zdarza, że człowiek na serio pracuje,studiuje, a inni mają to na serio w du… 😉

  • Zapraszamdo mnie po nominację do Liebster Award 😉

  • Zapraszamdo mnie po nominację do Liebster Award 😉

  • ja studiowałem hobbistycznie, dzięki czemu nie mam poczucia straconego czasu. W innym wypadku z pewnością bym takie odczucie miał.

    A co można powiedzieć np. o maturze, która podobno jest tak konfigurowana aby zdało ją nie mniej niż 80% uczniów? O jej poziomie krążą legendy, ale zapewniam że są to zaskakująco prawdziwe legendy…

    • O maturze zawsze chodziły zaskakująco prawdziwe legendy 🙂

      • czyli to coś więcej niż legendy ;-).

        A poważnie: moja Iza była po drugiej stronie barykady. Kiedy doktoryzowała się na polonistyce w gronie katedralnym próbowali rozwiązać zadania z polskiego i wyszło na to, że mają zbyt dużą wiedzę ;-). Bo matura nie wymaga wiedzy i zainteresowania, ale zakucia konkretnych odpowiedzi do konkretnych pytań. Dramat.

        • Niestety wiele osób na to narzeka. Jednak to raczej brak rozsądku dorosłych, a nie młodzieży (w kontekście mojego wpisu). Pozdrawiam 🙂

  • ja studiowałem hobbistycznie, dzięki czemu nie mam poczucia straconego czasu. W innym wypadku z pewnością bym takie odczucie miał.

    A co można powiedzieć np. o maturze, która podobno jest tak konfigurowana aby zdało ją nie mniej niż 80% uczniów? O jej poziomie krążą legendy, ale zapewniam że są to zaskakująco prawdziwe legendy…

    • O maturze zawsze chodziły zaskakująco prawdziwe legendy 🙂

      • czyli to coś więcej niż legendy ;-).

        A poważnie: moja Iza była po drugiej stronie barykady. Kiedy doktoryzowała się na polonistyce w gronie katedralnym próbowali rozwiązać zadania z polskiego i wyszło na to, że mają zbyt dużą wiedzę ;-). Bo matura nie wymaga wiedzy i zainteresowania, ale zakucia konkretnych odpowiedzi do konkretnych pytań. Dramat.

        • Niestety wiele osób na to narzeka. Jednak to raczej brak rozsądku dorosłych, a nie młodzieży (w kontekście mojego wpisu). Pozdrawiam 🙂

  • Moim zdaniem przez kilka lat panowała moda na studiowanie. Dużo ludzi wiedziało, że chce iść na studia, ale nie wiedziało na jakie… Co moim zdaniem stanowi spory absurd. Dzisiaj ta moda na szczęście mija (i na dodatek jej odchodzenie w niepamięć jest wspomagane przez reklamę społeczną z mechanikiem, który miał być lekarzem).

  • Moim zdaniem przez kilka lat panowała moda na studiowanie. Dużo ludzi wiedziało, że chce iść na studia, ale nie wiedziało na jakie… Co moim zdaniem stanowi spory absurd. Dzisiaj ta moda na szczęście mija (i na dodatek jej odchodzenie w niepamięć jest wspomagane przez reklamę społeczną z mechanikiem, który miał być lekarzem).

  • Doskonały artykuł!

    Dzięki temu, że wychowałem syna, nauczyłem się przezorności wobec własnych przeświadczeń co do niebezpieczeństwa nowego. Wielokrotnie przyłapałem się na atakowaniu czegoś, czego w życiu sam nie wypróbowałem, za co zapłaciłem później wstydem (bo nowe było, niestety, lepsze).

    Parę faktów mnie jednak niepokoi, na przykład krytyka systemów edukacyjnych przez samą młodzież (nie tylko przez seniorów) – zjawisko niespotykane za moich lat. Świadczy to albo o rzeczywiście głębszym i bardziej analitycznym myśleniu współczesnego, młodego człowieka (czyli dojrzewanie uległo przyśpieszeniu), albo o (niestety) spadku poziomu nauczania, wyczuwalnego nawet przez uczniów. Doprawdy, słyszę niepochlebne słowa o machinach/sposobach pedagogicznych od stażystów i studentów, jakby obawiających się o stopień ich wykształcenia. Twierdzą, że proces nabywania wiedzy jest schematyczny, pozbawiony bodźców do abstrakcyjnego myślenia.

    Co za tym idzie to natychmiastowe poszukiwanie algorytmów postępowania w miejscu pracy, sprawiające wrażenie braku umiejętności wykorzystania nabytej teorii czy właśnie absencji krytycznego myślenia. Paraliż dedukcyjny, eliminujący najważniejsze pytanie (wspomniane w artykule): dlaczego? Innymi słowy, świeżo zatrudnieni indagują co, jak i kiedy, ale nie z jakiego powodu. Praktyka nie chce poprzeć spostrzeżeń z wpisu, wskazując na chroniczny niedostatek wiary początkujących we własne, nieskrępowane wnioskowanie oraz kreatywność. Rozwiązania powinny być dostarczone (jak przez Google), a nie wykoncypowane – zasadnicza różnica pomiędzy młodymi pracownikami dołączającymi do kadr parę lat temu, a tymi przychodzącymi teraz. Niezależność ucierpiała z jakiegoś powodu.

    Zgadzam się absolutnie z wyższością multimedialnych źródeł wiedzy, czego doświadczyłem niedawno w drodze przygotowań do egzaminu. Współczesne książki, diagramy, zdjęcia, videa, animacje 3D, wirtualne wykłady prześcigają o wiele długości materiały dostępne za moich czasów. Moja obserwacja wskazuje jednakże na wykorzystywanie tych kopalni mądrości jako bazy danych, podobnej do słownika bądź wyszukiwarki internetowej, a nie jako pomocy w ćwiczeniu autentycznego zapamiętania faktów, przyczyn i skutków. Stąd paniczne zabieganie o identyczne rezerwuary wskazówek już w środowisku pracy. Mam wątpliwości co do pożytku takich nawyków.

    Mimo wszystko wpis tylko utwierdził mnie w przekonaniu o konieczności bycia otwartm, tolerancyjnym, obiektywnym. Dziękuję i pozdrawiam z Kapsztadu!

    • Niezwykle mi miło, że taki – merytoryczny i trafny komentarz znalazł się na moim blogu.
      Jeżeli chodzi o system edukacji, to zgodzę się, że czasem czyni on więcej zła niż pożytku – szczególnie jeśli chodzi o zdolne dzieci, które najzwyczajniej na lekcjach się nudzą, a nauczyciele nie potrafią sprostać ich oczekiwaniom. Pokazują to zresztą także badania nad przedszkolakami i uczniami szkół podstawowych, które wskazują (w uproszczeniu mówiąc), że szkoła zabija pasję i talent. Oczywiście zdarzają się chwalebne wyjątki, jednak każdy „system” jest nadmiernie „systemowy”, a co za tym idzie nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom jakże zróżnicowanych osobowości. Wydaje mi się jednak, że nie od dziś się tak dzieje, a wręcz przeciwnie – sama debata nad takimi kwestiami uzmysławia konieczność pracy nad systemem, stopniowego udoskonalania go i wprowadzania zmian. Stąd moja konkluzja, że dzisiejsza młodzież nie jest wcale gorsza od młodzieży już starszej, a nawet starzejącej się.
      Co do niezależności w pracy i wiary we własne kompetencje wydaje mi się to cechą tak zdeterminowaną podmiotowo, osobowościowo, że nie jestem w stanie uogólnić wniosków na całą populację. Mogę jedynie stwierdzić, że często brak doświadczenia jest przyczyną, dla której sięgamy po pomoc z zewnątrz, by utwierdzić się w tym, co i tak pewnie wiemy. Stopniowe zbieranie doświadczeń pozwala zaś zbudować zaufanie do siebie – może młodzi zbyt późno te doświadczenia zdobywają? Natomiast jeśli chodzi o wykorzystanie nowoczesnych technik, stwierdzę jedynie, że prawdziwa nauka zaczyna się tam, gdzie google nie zna odpowiedzi. Zresztą, często Internet pozwala nam odkryć wiedzę faktograficzną, ale ciekawość świata i umiejętność pytania „dlaczego” zawdzięczamy sobie, a nie technologii.
      Bardzo dziękuję za wizytę!

  • Doskonały artykuł!

    Dzięki temu, że wychowałem syna, nauczyłem się przezorności wobec własnych przeświadczeń co do niebezpieczeństwa nowego. Wielokrotnie przyłapałem się na atakowaniu czegoś, czego w życiu sam nie wypróbowałem, za co zapłaciłem później wstydem (bo nowe było, niestety, lepsze).

    Parę faktów mnie jednak niepokoi, na przykład krytyka systemów edukacyjnych przez samą młodzież (nie tylko przez seniorów) – zjawisko niespotykane za moich lat. Świadczy to albo o rzeczywiście głębszym i bardziej analitycznym myśleniu współczesnego, młodego człowieka (czyli dojrzewanie uległo przyśpieszeniu), albo o (niestety) spadku poziomu nauczania, wyczuwalnego nawet przez uczniów. Doprawdy, słyszę niepochlebne słowa o machinach/sposobach pedagogicznych od stażystów i studentów, jakby obawiających się o stopień ich wykształcenia. Twierdzą, że proces nabywania wiedzy jest schematyczny, pozbawiony bodźców do abstrakcyjnego myślenia.

    Co za tym idzie to natychmiastowe poszukiwanie algorytmów postępowania w miejscu pracy, sprawiające wrażenie braku umiejętności wykorzystania nabytej teorii czy właśnie absencji krytycznego myślenia. Paraliż dedukcyjny, eliminujący najważniejsze pytanie (wspomniane w artykule): dlaczego? Innymi słowy, świeżo zatrudnieni indagują co, jak i kiedy, ale nie z jakiego powodu. Praktyka nie chce poprzeć spostrzeżeń z wpisu, wskazując na chroniczny niedostatek wiary początkujących we własne, nieskrępowane wnioskowanie oraz kreatywność. Rozwiązania powinny być dostarczone (jak przez Google), a nie wykoncypowane – zasadnicza różnica pomiędzy młodymi pracownikami dołączającymi do kadr parę lat temu, a tymi przychodzącymi teraz. Niezależność ucierpiała z jakiegoś powodu.

    Zgadzam się absolutnie z wyższością multimedialnych źródeł wiedzy, czego doświadczyłem niedawno w drodze przygotowań do egzaminu. Współczesne książki, diagramy, zdjęcia, videa, animacje 3D, wirtualne wykłady prześcigają o wiele długości materiały dostępne za moich czasów. Moja obserwacja wskazuje jednakże na wykorzystywanie tych kopalni mądrości jako bazy danych, podobnej do słownika bądź wyszukiwarki internetowej, a nie jako pomocy w ćwiczeniu autentycznego zapamiętania faktów, przyczyn i skutków. Stąd paniczne zabieganie o identyczne rezerwuary wskazówek już w środowisku pracy. Mam wątpliwości co do pożytku takich nawyków.

    Mimo wszystko wpis tylko utwierdził mnie w przekonaniu o konieczności bycia otwartm, tolerancyjnym, obiektywnym. Dziękuję i pozdrawiam z Kapsztadu!

    • Niezwykle mi miło, że taki – merytoryczny i trafny komentarz znalazł się na moim blogu.
      Jeżeli chodzi o system edukacji, to zgodzę się, że czasem czyni on więcej zła niż pożytku – szczególnie jeśli chodzi o zdolne dzieci, które najzwyczajniej na lekcjach się nudzą, a nauczyciele nie potrafią sprostać ich oczekiwaniom. Pokazują to zresztą także badania nad przedszkolakami i uczniami szkół podstawowych, które wskazują (w uproszczeniu mówiąc), że szkoła zabija pasję i talent. Oczywiście zdarzają się chwalebne wyjątki, jednak każdy „system” jest nadmiernie „systemowy”, a co za tym idzie nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom jakże zróżnicowanych osobowości. Wydaje mi się jednak, że nie od dziś się tak dzieje, a wręcz przeciwnie – sama debata nad takimi kwestiami uzmysławia konieczność pracy nad systemem, stopniowego udoskonalania go i wprowadzania zmian. Stąd moja konkluzja, że dzisiejsza młodzież nie jest wcale gorsza od młodzieży już starszej, a nawet starzejącej się.
      Co do niezależności w pracy i wiary we własne kompetencje wydaje mi się to cechą tak zdeterminowaną podmiotowo, osobowościowo, że nie jestem w stanie uogólnić wniosków na całą populację. Mogę jedynie stwierdzić, że często brak doświadczenia jest przyczyną, dla której sięgamy po pomoc z zewnątrz, by utwierdzić się w tym, co i tak pewnie wiemy. Stopniowe zbieranie doświadczeń pozwala zaś zbudować zaufanie do siebie – może młodzi zbyt późno te doświadczenia zdobywają? Natomiast jeśli chodzi o wykorzystanie nowoczesnych technik, stwierdzę jedynie, że prawdziwa nauka zaczyna się tam, gdzie google nie zna odpowiedzi. Zresztą, często Internet pozwala nam odkryć wiedzę faktograficzną, ale ciekawość świata i umiejętność pytania „dlaczego” zawdzięczamy sobie, a nie technologii.
      Bardzo dziękuję za wizytę!

  • Witam 🙂 Ciekawy artykuł i wirtuozerska puenta. Odnajdywałam się, czytając. I musiałam się upewnić co do daty wydania nru GW, bo bardzo podobny w tonie artykuł przeczytałam niedawno w kawiarni – po W-spomnianą sięgam przy okazji. Mam wrażenie, że ilość poświęconego czasu, wysiłek wkładany w dotarcie do cennych źródeł, dawały/dają rodzaj pięknie zabarwionej, nieraz nostalgicznie wspominanej – satysfakcji, która być może umyka przy szybkim dostępie do faktów. Jakkolwiek, ewoluować może w podobne uczucia związane z nabieraniem sprawności przy poruszaniu się wśród danych cyfrowych. Wszak jedno nie wyklucza drugiego, tyle że trzeba się rozsmakować. W tym pomaga mistrz. Wirtuoz. Dziękuję.

    • Dziękuję za odwiedziny, komentarz, a zwłaszcza puentę.

  • Witam 🙂 Ciekawy artykuł i wirtuozerska puenta. Odnajdywałam się, czytając. I musiałam się upewnić co do daty wydania nru GW, bo bardzo podobny w tonie artykuł przeczytałam niedawno w kawiarni – po W-spomnianą sięgam przy okazji. Mam wrażenie, że ilość poświęconego czasu, wysiłek wkładany w dotarcie do cennych źródeł, dawały/dają rodzaj pięknie zabarwionej, nieraz nostalgicznie wspominanej – satysfakcji, która być może umyka przy szybkim dostępie do faktów. Jakkolwiek, ewoluować może w podobne uczucia związane z nabieraniem sprawności przy poruszaniu się wśród danych cyfrowych. Wszak jedno nie wyklucza drugiego, tyle że trzeba się rozsmakować. W tym pomaga mistrz. Wirtuoz. Dziękuję.

    • Dziękuję za odwiedziny, komentarz, a zwłaszcza puentę.