Identyfikacja sprawcy a sprawa Demianiuka

Nazwisko John Demianiuk wydaje się pewnie znajome każdemu, a to ze względu na to, iż przez wiele lat usiłowano go skazać za popełnione zbrodnie wojenne. I choć wymiar sprawiedliwości ścigał go od lat siedemdziesiątych, a w międzyczasie zapadł nawet wyrok skazujący go na karę śmierci, to wysiłki te okazały się próżne. Demianiuk w końcu zmarł w wieku 92 lat, czekając na rozpatrzenie jego apelacji. Sądzony był dwukrotnie, gdyż w pierwszym postępowaniu zignorowano wszelkie wskazówki płynące z psychologii zeznań świadków, a dotyczące procedury identyfikacji sprawcy. Na niedostatki postępowania w tym zakresie, w trakcie pierwszego procesu, stając po stronie obrony, wskazał znany holenderski profesor psychologii – Willem Albert Wagenaar. O błędach tych i ich skutkach warto przypomnieć, bo mogą zostać popełnione w każdym postępowaniu, w którym konieczna jest identyfikacja sprawcy przez świadków.

Poszukiwania zbrodniarza

Wszystko zaczęło się od poszukiwań Ukraińca o przydomku Iwan Groźny, który w hitlerowskim obozie zagłady w Treblince obsługiwał silnik, za pomocą którego produkowano gaz dla komór gazowych. Przypisuje mu się współodpowiedzialność za zamordowanie 850 tysięcy Żydów. W 1975 r. pojawiły się podejrzenia, że opisywany Iwan to John Demianiuk, Ukrainiec mieszkający od 1951 r. w Stanach Zjednoczonych. W trakcie procedury imigracyjnej twierdził, że między 1937 a 1943 r. „był rolnikiem w polskiej wsi o nazwie Sobibór”. Jednak dokumenty skonfiskowane po wojnie przez Armię Czerwoną i udostępnione Amerykanom wskazywały, że osoba o tym nazwisku przebywała na szkoleniu przygotowującym do służby w obozach koncentracyjnych w Trawnikach. Amerykanie na tej podstawie uznali, że Demianiuk skłamał w trakcie procedury imigracyjnej i wydali go Izraelowi.

W Jerozolimie od 1987 r. toczył się proces mający na celu uzyskanie odpowiedzi, czy John Demianiuk i Iwan Groźny to ta sama osoba. Początkowo dokumenty wskazywały, że Demianiuk pracował w Sobiborze, a nie w Treblince. W sprawie zbrodni popełnionych w tym ostatnim miejscu skierowano uwagę pierwotnie na innego Ukraińca – Fiodora Federenkę. Izraelska śledcza Miriam Radwiker zamieściła w prasie ogłoszenie o śledztwie prowadzonym przeciwko „Ukraińcom Iwanowi Demianiukowi i Fiodorowi Federence” wraz z prośbą do osób ocalałych z Sobiboru i Treblinki o zgłaszanie się. Ujawniła tym samym nazwiska podejrzanych zanim doszło do identyfikacji. Świadkom okazywano zdjęcia podejrzanych łącznie – jedno obok drugiego naklejone było na tekturowej podkładce. Widniał tam wizerunek zarówno Federenki, jak i zdjęcie Demianiuka wykonane w 1951 r. przez urząd imigracyjny USA. Świadkowie, którym okazywano tak przygotowany materiał, mogli zapoznać się na tym etapie z wyglądem obu mężczyzn.

Rozpoznanie a poczucie znajomości

Iwan Demianiuk - później odkryte zdjęcie z Trawnik
Iwan Demianiuk – później odkryte zdjęcie z Trawnikach

Pierwsi świadkowie ocaleli z Treblinki rozpoznali Federenkę, nie wspominając wówczas, że rozpoznali również widniejącego obok Demianiuka. Jeden ze świadków stwierdził, że twarz Demianiuka wydaje mu się znajoma, lecz nie podał jego imienia, ani nazwiska. Nazajutrz oznajmił natomiast, że rozpoznał z całkowitą pewnością Iwana Demianiuka, wymieniając go z imienia i nazwiska. Obecnie wydaje się, że nazwisko zasugerowała mu ponad siedemdziesięcioletnia wówczas prokurator.

Psychologowie wskazują natomiast, że świadek nie rozpoznał wówczas Iwana, lecz jego zdjęcie, które widział poprzedniego dnia. Zdecydowało tzw. poczucie znajomości – już kiedyś tę twarz widział, a to, że to było wczoraj nie miało znaczenia. Większość świadków rozpoznało wówczas jednak Federenkę i to on został skazany na karę śmierci w 1986 r. za zbrodnie popełnione w Treblince. Jego dziesięciodniowy proces toczył się w ZSRR, a wkrótce potem Federenko został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny.

Następnie Rosjanie udostępnili nowe dokumenty dotyczące Demianiuka. Była to jego legitymacja wraz ze zdjęciem zrobionym prawdopodobnie w 1942 r. na obozie w Trawnikach. Zdjęcie to przesłano do Izraela w celu okazania świadkom wraz z serią innych zdjęć. Tę sesję przygotowano lepiej, bowiem zdjęcie podejrzanego umieszczono wśród zdjęć statystów. Problem polegał jednak na tym, że wszyscy świadkowie widzieli już inne zdjęcie Demianiuka wykonane w 1951 r., które było im pokazane podczas pierwotnej identyfikacji obok zdjęcia Federenki. W związku z tym i tutaj musiał wystąpić efekt znajomości. Demianiuka rozpoznali świadkowie, którzy uprzednio go nie rozpoznawali.

Fiodor Federenko – zdjęcie okazywane świadkom

W trakcie procesu próbowano ustalić miejsce pobytu Demianiuka w czasie wojny – czy był to Sobibór, czy Treblinka. Dokumenty wskazywały bowiem na Sobibór, zaś zeznania osób ocalałych były podzielone. Jednak spośród niewielu osób ocalałych z Sobiboru nie rozpoznała go żadna. Natomiast liczni świadkowie ocaleli z Treblinki, zgodnie z poczuciem znajomości, twierdzili, że rozpoznają Iwana na zdjęciu wykonanym w 1951 r. przez urząd imigracyjny, natomiast sam Demianiuk nie dysponował żadnym wiarygodnym alibi. Wobec dowodów jego winy, Demianiuk został skazany w 1988 r. na karę śmierci za zbrodnie popełnione w Treblince.

Popełnione błędy przy identyfikacji sprawcy

W procesie jako świadek obrony wystąpił wspomniany na wstępie profesor Wagenaar, który skoncentrował się na procesie identyfikacji, zastosowanym podczas wstępnego dochodzenia. Wskazał na jego wady: brak raportu z przesłuchań, udokumentowania udzielanych instrukcji, brakowało stenogramu z tego, co świadkowie dokładnie mówili. Nie zapobieżono w żaden sposób sugerowaniu odpowiedzi świadkom.

Wśród okazywanych fotografii brakowało wizerunku osób niewinnych, wobec czego odpowiedzi nigdy nie mogły zostać zweryfikowane jako „błędne”. Ponadto, mimo tego, że było już wiadome, że cechą charakterystyczną poszukiwanego mężczyzny była okrągła głowa i gruba szyja, to w zbiorze zdjęć było tylko jedno, które odpowiadało takiemu rysopisowi.

Świadkom prezentowano fotografie po raz drugi, co zwiększało szansę, że rozpoznają nie winowajcę, lecz uprzednio okazywane zdjęcie. Świadkowie mogli się ze sobą swobodnie komunikować i wzajemnie utwierdzać w przekonaniu o słuszności dokonanej identyfikacji. Oficerowie natomiast otwarcie mówili kogo poszukują. Wagenaar opisał śledztwo słowami: „Nie chcę powiedzieć, że śledztwo było farsą, lecz w prawdziwej farsie przekroczono by niewiele więcej zasad.”

W prasie pojawiły się zdjęcia Demianiuka szereg razy – nic dziwnego, że świadkowie ocaleli z Treblinki zeznawali, iż są pewni, że go rozpoznają. W 1988 r. sąd orzekł na podstawie zeznań świadków i braku wiarygodnego alibi, że Demianiuk i Iwan Groźny to ta sama osoba.

Istota procedur identyfikacyjnych

Dowuwe Draaisma (1 – s. 156) odnosi się do błędnej procedury identyfikacyjnej w ten sposób:

„Reguły i zasady odnoszące się do identyfikacji, niezależnie od tego, jak formalne, służą temu, by pomóc rozwiać wątpliwości. Każdy błąd w procedurze, każde niedociągnięcie, każde naruszenie tych zasad może być szkodliwe zarówno dla obrony, jak i dla oskarżonego. Jeśli Demianiuk rzeczywiście był Iwanem Groźnym, to popełnione błędy osłabiły dowody tego faktu, które w przeciwnym wypadku mogły mieć większą wagę. Ostre wymagania wobec identyfikacji mają na celu nie tylko ochronę podejrzanego, lecz również zapewnienie solidności i siły przekonywania materiałom dowodowym. I na odwrót, nieprawidłowa procedura identyfikacyjna może doprowadzić do osądzenia osoby niewinnej.”

Skazany na karę śmierci, Demianiuk oczekiwał na rozpoznanie jego apelacji. Ta okazała się skuteczna m.in. dzięki upadkowi muru berlińskiego i uzyskaniu dostępu do archiwów. Okazało się, że Demianiuk nie miał czystego sumienia – był strażnikiem asystującym przy eksterminacji w Sobiborze. Oznaczało to jednak, że nie jest Iwanem Groźnym z Treblinki. Wobec tego musiał zostać uniewinniony od zarzucanego mu czynu.

Uniewinnienie

Wkrótce udało się także zidentyfikować personalia prawdziwego Iwana Groźnego. Dotarli do nich dziennikarze, którzy rozmawiali z Polką żyjącą z nierządu w trakcie wojny. Pamiętała doskonale strażników z Treblinki, a w tym niejakiego Iwana Marczenko. Obrońca Demianiuka także złożył jej wizytę, okazując szereg zdjęć, w tym zdjęcie Demianiuka. Zaprzeczyła jakoby widniał na nich Iwan Marczenko. Poznanie personaliów prawdziwego Iwana Groźnego pozwoliło na przeszukanie archiwów pod określonym kątem. Dzięki temu udało się potwierdzić, że to Iwan Marczenko, a nie Demianiuk znany był pod przydomkiem Groźny.

Demianiuk został uniewinniony od zarzucanego mu czynu – siedem lat od rozpoczęcia procesu w Jerozolimie i pięć lat po wydaniu wyroku śmierci. Zarzucano mu bowiem zbrodnie w Treblince, których nie popełnił. Zbrodnie w Sobiborze nie były zaś objęte oskarżeniem. We wrześniu 1993 r. Demianiuk został deportowany na powrót do USA. Przez długi czas w jego sprawie nic się nie działo, jednak dowody zbrodni z Sobiboru przesądziły o tym, że oskarżono go czyny tam popełnione.

Nowy proces, który toczył się w Niemczech, wszczęto przeciwko niemu w 2009 r. W I instancji został skazany na 5 lat więzienia, jednak sąd zwolnił go z odbycia kary ze względu na podeszły wiek. Demianiuk zmarł w 2012 r., czekając na rozpatrzenie złożonej apelacji. Ostatecznie nie został prawomocnie skazany.

Opis procesu Demianiuka oparto na relacji zaczerpniętej ze znakomitej książki Douwego Draaismy, który obok czynników związanych z błędną procedurą identyfikacji wskazuje na specyfikę traumatycznych wspomnień osób, które przeżyły obóz koncentracyjny. Zdecydowanie polecam lekturę wszystkich książek Draaismy, gdyż świadczą one o wielkiej erudycji i talencie prozatorskim autora.

Literatura:

Douwe Draaisma, Dlaczego życie płynie szybciej, gdy się starzejemy, Warszawa: PIW, 2006, s. 134 – 163.

O psychologii zeznań świadków można poczytać więcej we wpisach:

Jestem absolwentką psychologii i prawa, doktorantką na Wydziale Prawa i Administracji UJ oraz czynnym zawodowo adwokatem. Od czasów studiów mieszkam w Krakowie. Popularyzuję wiedzę na temat zastosowania psychologii w praktyce prawniczej.

  • Birdman

    Witam!
    Właśnie takiego materiału szukałem. Świetny tekst. Mam jedno pytanie. Co się stało z prawdziwym Iwanem Groźnym? Czy to on został zabity w trakcie buntu w Treblince? A może przeżył wojnę? Pozdrawiam!

    • Jeden z pomocników Iwana z obozu zeznał, że ostatni raz spotkał go na wiosnę w 1945, gdy Iwan wychodził z domu publicznego. Rozmawiali chwilę i Marczenko miał powiedzieć, że przyłącza się do partyzantów jugosłowiańskich. Nigdy później nie udało się znaleźć po nim śladu, nie są znane jego losy. Pozostawił po sobie córki, które do lat 90 -ych nie wiedziały kim był ich zaginiony ojciec. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam 🙂

      • Birdman

        Bardzo serdecznie dziękuję za szybką, merytoryczną oraz wyczerpującą odpowiedź. Pozdrawiam!

  • Cały tekst przeczytałem z wielką uwagą. Jestem pod ogromnym wrażeniem Pani wiedzy i sposobie przekazywania jej. Pozdrawiam