Jesień aplikanta

To było już jakiś czas temu. Nawet nie pamiętam dokładnie przebiegu wydarzeń, które do tego doprowadziły. Najpierw była nadzieja, nieskrywana fascynacja, potem zrobiło się szaro, deszczowo, zimno. Ta jesień zaczęła się wcześnie i potrwa jeszcze długo. A my tkwimy w zawieszeniu, słuchając skarg wszystkich poszkodowanych, słuchając samych siebie i spolegliwie znosząc to, że słuchać musimy. Potem zostajemy z tym wszystkim sami i lepimy z tego historię doświadczeń. Zostało jeszcze mnóstwo czasu do namysłu. Ulotne wspomnienia intensywnej pracy ciążą najbardziej. To, czemu miała służyć, jest zupełnie płaskie i pozbawione kolorytu. Widzieć wielowymiarowość zdarzeń, intensywnie skrzącą paletę barw, złożoność postaci i ich działań, pozostając jednocześnie wśród ślepców i stosując się do ich reguł wyrazu – to ogranicza najbardziej. Trzeba się wyzbyć tego, kim się jest, żeby stać się tym, kim nie chce się być. Niewielu pozwala sobie na taką refleksję. Poczucia straty nie jest mile widziane tam, gdzie trzeba być silnym, gdzie łatwiej być obojętnym.

ObrazekJeszcze w okresie największych upałów napotkani znajomi rzucali szablonowe pozdrowienie aplikanckie – „uczysz się już?”. Całe życie. Wzajemnie zasilaliśmy machinę strachu. Odpowiadać za innych jest łatwo, odpowiadać za siebie znacznie trudniej, szczególnie gdy nie możemy kontrolować tego, co wiemy, co umiemy, czego od nas się oczekuje, o co nas można zapytać i jakiej odpowiedzi się od nas wymaga, przy wielości znaczeń każdego z wyrażeń. Patrzyłam na swoje dłonie poprzecinane papierem. Jakież to niewyrafinowane w tak nerwowy sposób obchodzić się ze sztuką! Przyglądałam się bladym twarzom aplikantów. Niektórzy przyznawali się, że mają momenty słabości. Płacz najlepiej uspokaja. Spacer w jesiennym słońcu dodaje sił. Kolorowe liście drzew, zamglony zarys gór na horyzoncie i poczucie, że to wszystko się wkrótce skończy. A kiedy było już po wszystkim, czuliśmy, że przecież tak być musiało, że od początku to było możliwe do przewidzenia, może tylko trudne do dostrzeżenia z jakże niewygodnej pozycji.

Emocja jest wyraźna dopóki nie zniknie. Później przemija niepytana o zdanie. Jej intensywne trwanie stanowi objaw patologii. Dlatego zaraz „po” wzruszamy ramionami, odprężamy się i stwierdzamy, że „nie jest tak źle”, choć jeszcze chwilę wcześniej stres skutecznie więził głos w gardle. Lęk zamienił się w fakt. Teraz wszystko już jest jasne i oczywiste, tylko drobne zadrapania naskórka przypominają jak krótka droga dzieli niepokój od szczęścia.

Jesień aplikanta zaczyna się wcześnie i doskwiera intensywnie. Niewiele ze sobą przynosi poza stanem wyobcowania i przeczuciem, że jest to stan permanentny.

Jestem absolwentką psychologii i prawa, doktorantką na Wydziale Prawa i Administracji UJ oraz czynnym zawodowo adwokatem. Od czasów studiów mieszkam w Krakowie. Popularyzuję wiedzę na temat zastosowania psychologii w praktyce prawniczej.

  • Anonim

    Ola, mam brata po aplikacji – juz adwokat, i brata ktory sie na nia nie dostał, oraz jestem ja – psycholog, psychoterapeuta, walczyąca o realizacje swoich pasji… takie zycie, ale ja jestem zadowolona!!!

    • Pięknie :). Może się przebranżowię? Pozdrawiam

  • Skad ja to znam…..brat sedzia. Bratowa radca. Itp itd. 🙂

    • Ech, pewnie bliskim też się oberwało nie raz. Moi rozmowę ze mną zaczynają od przeprosin. A tyle jest pięknych zawodów do wyboru 🙂

      • tak ale nie az tak bardzo… mieszkal poza domem rodzinnym. A ja zajeta bylam swoimi studiami 😉

  • ja chyba też zastanowie sie nad przebranżowieniem 🙂