Kobieta – świadek niewiarygodny

Jedząc dzisiaj śniadanie, oglądałam pewną stacją informacyjną. Dowiedziałam się, że zapadł wyrok w sprawie dziennikarza motoryzacyjnego Macieja Z., który został uznany winnym spowodowania głośnego medialnie wypadku samochodowego, w którym zginął inny dziennikarz. Miałam okazję wysłuchać ustnego uzasadnienia wyroku oraz opinii zaproszonych do studia gości, którzy podkreślali, że wyrok ten pełni przede wszystkim rolę prewencji generalnej.

kobieta kierowcaUzasadnienie wyroku oceniano raczej pozytywnie, podkreślając, że społeczeństwo dostało jasny sygnał, iż zasad ruchu drogowego należy przestrzegać, szczególnie jak się jest autorytetem w tej dziedzinie. Moją uwagę przyciągnęły jednak słowa Sądu dotyczące dowodów, iż to oskarżony prowadził samochód. Sąd stwierdził bowiem, że dysponował zeznaniami dwóch świadków, którzy widzieli, że zatrzymujący się wcześniej na światłach samochód prowadzony był przez oskarżonego. Sąd dał wiarę ich zeznaniom, jak bowiem podkreślił byli to mężczyźni. Dwóch świadków i to w dodatku mężczyzn widziało oskarżonego za kierownicą. Pytam zatem, jakie to ma znaczenie, że to byli mężczyźni? A co gdyby świadkami były dwie kobiety? Jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy uważają, że kobiety nie znają i nie mogą się znać na samochodach. Pewnie typowa kobieta nie jest w stanie odróżnić malucha od ferrari. Właściwie w większości znanych mi przypadków, kobiety rzeczywiście nie interesują się motoryzacją. O tym dlaczego tak jest, opowiem innym razem. Czy można jednak z góry zakładać, że zeznania mężczyzn w tym zakresie są bardziej wiarygodne? Czy słusznie Sąd, występując na żywo przed kamerami, uzasadnia, że wartość dowodowa tych zeznań jest większa, gdyż złożone zostały przez mężczyzn? Konsekwencją wypowiedzi Sądu jest przyjęcie, że kobieta będąca świadkiem wypadku lub zdarzeń do niego prowadzących jest z góry mniej wiarygodna. W dodatku świadkowie składali zeznania na okoliczność, kto prowadził samochód, a nie jak ten samochód był zbudowany. Rozumiem, że żeby rozpoznać kierowcę, trzeba najpierw zidentyfikować samochód. Jednak jak się rozpozna znaną twarz, to się nie ma wątpliwości, że to ta znana twarz siedziała za kierownicą. Ta twarz jest nawet mi znana, choć w okresie poprzedzającym wypadek nie miałam telewizora, a gazet dotyczących motoryzacji nie czytuję. Gdyby kobiety były świadkami, to pewnie bardziej prawdopodobne byłoby, że widziały małpę za kierownicą, bądź, że twarz oskarżonego znana jest im jedynie z telewizji, widziały jego zdjęcie w gazecie i coś im się pomieszało. Kobieta za kierownicą bowiem szaleje i nie jest w stanie rozpoznać właściwie, co się dzieje na drodze. Mężczyźni na szczęście takich problemów nie mają.

Okazuje się, że swobodna ocena dowodów w tym przypadku to ocena związana. Zeznania jednego mężczyzny w sprawach motoryzacji są warte tyle, co zeznania tuzina kobiet. Wyrok, który miał pełnić funkcje prewencji generalnej, może je spełnić, lecz jednocześnie utrwala stereotypowe myślenie w społeczeństwie. Ten stereotyp nie dotyczy tego, że kobiety nie znają się na samochodach, lecz tego, że żadna kobieta na samochodach nie zna się tak jak mężczyzna. Jeżeli przyznać słuszność Sądowi, wątpliwości budzi jedna rzecz, a mianowicie to, że wyrok został wydany przez jednoosobowy żeński skład orzekający.

Jestem absolwentką psychologii i prawa, doktorantką na Wydziale Prawa i Administracji UJ oraz czynnym zawodowo adwokatem. Od czasów studiów mieszkam w Krakowie. Popularyzuję wiedzę na temat zastosowania psychologii w praktyce prawniczej.

  • joasia

    haha, też to zauważyłam
    ciekawe masz spostrzeżenia, w ogóle fajny blog

    • Dziękuję, zapraszam do regularnej lektury