„Polska psychiatria” w Przekroju

Tematem ubiegłotygodniowego „Przekroju” z 2 kwietnia 2013 r. była kondycja polskiej psychiatrii. Z jednej strony przedstawiony został przez Edytę Szewerniak- Milewską w artykule pt. „Pacjenci gorszej kategorii” obraz niedofinansowanego leczenia psychiatrycznego, które często odbywa się w warunkach urągających godności ludzkiej. Z drugiej strony, przedstawiono list anonimowej pacjentki jednego z warszawskich szpitali pt. „Beton w lekarskim kitlu”. O ile pierwszy ze wskazanych artykułów traktuje głównie o problemach systemowych i finansowych polskiej opieki psychiatrycznej na podstawie opinii znanych psychiatrów, o tyle drugi z tekstów stanowi wstrząsającą relację pacjentki po próbie samobójczej z pobytu na szpitalnym oddziale.

W mojej ocenie poza pesymistyczną wizją opieki zdrowotnej w Polsce, która zarysowana jest w obu tekstach, uderzająca najbardziej jest kwestia różnicy postrzegania odpowiedzialności za tę sytuację przez lekarzy i pacjentów. Otóż psychiatrzy mówią o społecznej stygmatyzacji chorych, o ich stereotypowym postrzeganiu  (i słusznie, bo to wciąż znaczący problem), o braku dofinansowania, przeciążeniu i kiepskich warunkach pracy. Odpowiedzialny ich zdaniem jest system. Do tego dochodzą konflikty personelu z Rzecznikami Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego. W drugim tekście to konkretni ludzie, a nie system, jawią się jako źródło „zła”.

O rzecznikach psychiatrzy wypowiadają się  generalnie negatywnie. Z tekstu przebija wręcz sugestia, że ze względu na naturę chorób psychicznych informowanie pacjentów o ich prawach jest zbędne i szkodliwe. Rzecznicy o tym nie wiedzą, bo mają małą wiedzę praktyczną o specyfice zaburzeń psychicznych. Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której ze względu na zagrożenie zdrowia i życia ogranicza się autonomię woli pacjenta. Stosowne procedury przewidziano w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Ich stosowanie jednak powinno być wyjątkiem, a nie zasadą. Nie można każdego chorego traktować jak ubezwłasnowolnionego i pozbawiać go autonomii. Nawet jeśli pacjent musi zostać na oddziale, to wciąż ma prawo wiedzieć, dlaczego tak się stało i jak długo to potrwa. Rolą personelu jest znalezienie sposobu, by mimo wszystkich trudności dać wyraz szacunku dla jego osoby. Jeżeli personel tego nie uczyni, pozostaje rzecznik – w mojej ocenie potrzebna i wbrew wszelkim nieporozumieniom pożyteczna instytucja. To on może zadbać o poszanowanie godności i autonomii pacjenta, jeżeli nie uczyni tego lekarz, który przecież „wie najlepiej”, lecz swoją wiedzą nie jest w stanie się podzielić.

Grafika psychiki ludzkiejTo nie jest refleksja wynikająca z mojego doświadczenia. Psychiatra powiedziałby, że to oczywiste, bo krytykuję, nie wiedząc jak wielka odpowiedzialność na nim spoczywa, a jak problematyczni mogą być pacjenci. Ja to wszystko biorę pod uwagę, dlatego zgadzam się  z postulatem zwiększania liczby lekarzy, unowocześnienia metod leczenia, zmodernizowania placówek i udoskonalenia systemu opieki. Nie każdy jednak się nadaje do tej pracy. Nie nadają się ci, którzy uważają, że mogą o wszystkim decydować i nie podlegać w swojej decyzyjności żadnej kontroli.

O problemie nieinformowania pacjentów o ich prawach opowiada drugi ze wskazanych tekstów – osobisty zapis przeżyć pacjentki. To bardzo dobrze napisana historia, literacki zapis lęku. Główny problem jej narracji dotyczy anonimowości i niewiedzy. Przebija brak zainteresowania personelu pacjentami, rutynowe i anonimowe traktowanie. Do tego pojawiają się postaci sanitariuszy, którzy ludźmi się z pewnością opiekować nie powinni. Zdając sobie z sprawę, że los jest w ich rękach można jedynie czuć lęk. Człowiek wchodzi w tryby maszyny, instytucji totalnej, której musi się podporządkować i milczeć, kiedy widzi krzywdę innych. A następnie przeżywać mieszaninę strachu i upokorzenia. Tak się chorych z pewnością nie wyleczy.

Zamiast zakończenia: wpiszcie w wyszukiwarkę hasło „szpital psychiatryczny” i obejrzyjcie grafiki.

Zobacz również:

 

Jestem absolwentką psychologii i prawa, doktorantką na Wydziale Prawa i Administracji UJ oraz czynnym zawodowo adwokatem. Od czasów studiów mieszkam w Krakowie. Popularyzuję wiedzę na temat zastosowania psychologii w praktyce prawniczej.

  • KBG

    Tak jak czytałam Twój artykuł, przypominała mi się Kępski. Który bardzo często korzystała z opisów biblijnych do ukazania pojawiającej się choroby a dokładnie jak dawno mamy z nią do czynienia. Idąc tym tropem rysuje się obraz stygmatyzacji osób chorych i ich wykluczenia. Przemiany, kulturowe idą najwolniej. I jeśli przyjmiemy, że Jezus był pierwszym psychiatro – psychologiem, był także pierwszym rzecznikiem to długo nam szło zmiana nastawienia. O ile możemy to nazwać przemianą. Oczywiście potrzebna edukacja. Jednak dziwi mnie postawa lekarzy. Nie informują, nie przekazują informacji. Brak zainteresowania personelu. To takie nielogiczne, bo jeśli ludzie będą niedoinformowani, niezaopiekowani, to będą uciekać i stygmatyzować. Stygmatyzacja innych równa się mniejsza liczba zainteresowanych szukaniem pomocy. Mniej poszukujących – mniej pracy. Mniej pracy – niższe zarobki. Taka kwadratura koła ekonomiczno – społecznego.

    • I zostaje tylko cierpieć po cichu w samotności…