Nagle przyszła jesień. To się stało dzisiaj rano, bo jeszcze w nocy było lato. Zasypiając towarzyszyła mi melodia nocnego życia leśnego, obudził wilgotny zapach mgły. Siedzę u stóp Wzgórza św. Bronisławy i obserwuję, jak deszczowe chmury rozbijają się o korony drzew na szczycie. Dźwięk deszczu, tu na końcu świata, rozbrzmiewa bardzo wyraźnie. Słychać każdą kroplę uderzającą o liście. Mogłoby tak już zostać, moglibyśmy w spokoju przemyśleć to wszystko, co mamy do powiedzenia, do napisania, do zrobienia. Kiedy wyjdzie słońce znowu trzeba będzie żyć, nie będzie czasu na żadną refleksję.