Wtórna wiktymizacja czyli ponowne krzywdzenie

Wydaje się, że wszyscy intuicyjnie rozumieją pojęcie pokrzywdzenia. Z pewnością każdy na jakimś etapie swojego życia doświadczył poczucia krzywdy, a większość z nas, krzywdy tej doświadczyła ze strony innej osoby. W skrajnych wypadkach doświadczenie takie może być spowodowane cudzym zachowaniem, które wypełnia znamiona przestępstwa. Wówczas mamy do czynienia ze sprawcą i pokrzywdzonym, z napastnikiem i jego ofiarą. Dzisiaj zajmę się tymi, którzy w tej relacji cierpią. Doświadczyli bowiem jakiejś formy przemocy ze strony innej osoby, a niestety często przemoc ta jest powielana względem nich przez innych. Bezpośredni sprawca przyczynia się do pierwotnej wiktymizacji danego człowieka, następnie inni wiktymizują ofiarę powtórnie, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Pojęcie wtórnej wiktymizacji wiąże się właśnie z działalnością osób, które powołane są, by w spotkaniu z ofiarą przestępstwa udzielić jej pomocy, tymczasem swoją postawą przysparzają jej wielu cierpień.

Zjawisko wtórnej wiktymizacji zaciekawiło mnie na początku studiów, w trakcie zgłębiania tajników psychologii społecznej, następnie poświęciłam mu swoją pracę magisterską, by w końcu zauważyć, że jest to zjawisko powszechnie występujące w praktyce wymiaru sprawiedliwości. Jego wyjaśnienie dobrze tłumaczy teoria sprawiedliwego świata Melvina Lernera. Zgodnie z nią, ludzie od wczesnego dzieciństwa partycypują w „kulturze zasługiwania”. Uczą się, że za dobre uczynki dostają nagrodę, natomiast kara jest konsekwencją wyrządzanego zła. W ten sposób dowiadują się, że świat jest przewidywalny, zależny od naszych działań. Jeżeli postępujemy zgodnie z regułami, jesteśmy w stanie kontrolować to, co nam się przydarza. Wszelkie oznaki, że nieszczęścia bywają przez innych niezawinione, odrzucamy od siebie, staramy się ich nie dostrzegać, by chronić naszą koncepcję sprawiedliwego świata. W dzieciństwie nie chodzi się na wycieczki do szpitala, by popatrzyć na chorych, których dotyka niezawinione cierpienie. W kolorowym świecie dzieci i baśni kończących się szczęśliwie zło zasługuje na potępienie, dobro przynosi gratyfikację.

Tak właśnie widzimy nasz świat, dlatego gdy w końcu w naszym otoczeniu pojawia się ktoś, kto na swój los nie zasłużył, kto zostaje pokrzywdzony, poszukujemy przyczyny, która za taki stan rzeczy odpowiada. Zaczynamy intensywniej dostrzegać te wszystkie fragmenty zachowania ofiary, które „sprawiły”, że doszło do jej pokrzywdzenia. Zrozumiałe się staje, że mąż bije żonę, bo przecież gdyby na to nie zasłużyła, to już dawno opuściłaby go. Wydaje się, że jakaś dziewczyna została zgwałcona, bo założyła krótką spódniczkę. Jeśli była w spodniach, to zasłużyła, bo  wyszła na dyskotekę. A jeśli została zgwałcona w kuchni własnego domu, to też zasłużyła, bo na pewno swoim zachowaniem sprowokowała sprawcę…  Postronna osoba szuka przyczyny, powodu, który pozwoliłby jej zrozumieć zgodnie z jej wiarą w sprawiedliwy świat, że ofiara na swoje cierpienie zasłużyła, bo przecież ludzie otrzymują to, na co sobie zasłużyli. Po co to wszystko? Po to, by poczuć się bezpiecznie, by dodać sobie otuchy, że nas taki los nie spotka, bo w przeciwieństwie do ofiary żadnych reguł postępowania nie złamaliśmy. Nie zasłużyliśmy zatem na karę. Świat jawi się jako sprawiedliwy, obserwator może dalej spokojnie żyć, może się czuć bezpiecznie.

Przemoc domowa

Kto najczęściej stosuje takie myślenie, by samemu sobie dodać otuchy? Są to osoby, które z racji wykonywanego zawodu, funkcji albo z racji rodzinnych powołane są do pomocy ofiarom przestępstw. Rodzina pokrzywdzonego styka się z całą złożonością tragedii, jaka dotyka bliską im osobę. Widzą skutek zdarzenia, zaczynają pytać o jego przyczynę. Co doprowadziło do zdarzenia? Mają przed sobą ofiarę, czują niepokój, są zmotywowani, by zidentyfikować czynnik sprawczy jej cierpienia. Niewiele zapewne na tym etapie wiedzą o sprawcy. On nie przyszedł się im poskarżyć. Jest ofiara, więc od niej najłatwiej zacząć szukać przyczyny. Wybrała ciemną drogę do domu – jej wina. „A tyle razy jej mówiłam, że nie ma tamtędy chodzić. To się musiało źle skończyć”. To ostatnie zdanie odzwierciedla tzw. efekt pewności wstecznej (ang. hindsight bias). Kiedy wiemy, jak zakończyła się dana historia, jesteśmy bardziej skorzy wyszukiwać przyczyny, które do takiego zakończenia doprowadziły. Wiedząc, że kogoś spotkała tragedia, znajdujemy elementy, które musiały do niej doprowadzić. Oczywiście, gdyby do tragedii nie doszło, nikt nie zauważyłby potencjalnych niebezpieczeństw. Jeśli jednak negatywny skutek już się zrealizował, mówimy „ja wiedziałem, że tak będzie”.

Bliska osoba może czuć się zawstydzona, że przykry los spotkał członka jej rodziny. Ten wstyd może sprawić, że będzie nakłaniała ofiarę do milczenia, do ukrywania przestępstwa i jego skutków. Tymczasem ofiary mają często potrzebę, choć różni się to w zależności od typu czynu, by mówić o swojej krzywdzie, by ustalić, kto jest winny. Skazanie kogoś w procesie pełni funkcję wyrównania rachunków, pozwala ofierze odzyskać utraconą równowagę. Jeśli do skazania nie dojdzie, ofiara czuje się powtórnie upokorzona, tak jakby społeczeństwo stanęło po stronie oprawcy. Z tego względu wymiar sprawiedliwości staje się głównym źródłem wtórnej wiktymizacji ofiar przestępstw. Postępowanie karne w swojej klasycznej formie ma bowiem za zadanie doprowadzenie osoby winnej do odpowiedzialności. Służy ono społeczeństwu, które reprezentowane jest przez prokuratora. Ma on zebrać materiał dowodowy, przedstawić go przed Sądem, w sposób umożliwiający skazanie sprawcy. Pokrzywdzony to dla niego źródło dowodowe i najlepiej, by nie sprawiało ono problemów. Tymczasem człowiek, który czuje się pokrzywdzony, nie zawsze zachowuje się zgodnie z potrzebami prokuratora. Ten ostatni bowiem ma do wykonania określone zadanie i chciałby je zrealizować w sposób jak najmniej obciążający go emocjonalnie. Ponadto, chciałby poprowadzić postępowanie sprawnie i szybko, bo o jakości jego pracy świadczą statystyki. Zdarzają się zaś pokrzywdzeni, którzy od prokuratorów wymagają zbyt wiele. Jest źle, jeśli w ogóle wymagają. Jest jeszcze gorzej, gdy żądają informacji i kontrolują ich pracę. Prokurator kieruje się bowiem własną oceną sytuacji, która determinowana jest wieloma czynnikami, z pośród których poczucie pokrzywdzenia innej osoby może nie odgrywać żadnej roli.

Kiedyś widziałam pokrzywdzonego, który przyszedł do prokuratora po informację o toczącym się postępowaniu. Prokurator impertynencko wyrzucił go za drzwi, po czym zwrócił się do mnie, jako praktykantki u tegoż właśnie prokuratora, ze słowami „jak chce ze mną rozmawiać, to niech się najpierw zażali”. I tak oto dowiedziałam się, że rozmowę z prokuratorem należy zacząć od skargi. Wróży to świetlaną przyszłość wzajemnym relacjom. Pouczenie o uprawnieniach wygląda natomiast w ten sposób, że przekazuje się pokrzywdzonemu kartkę z informacjami napisanymi drobną czcionką. Nie chodzi o to, by pokrzywdzony czegoś się z tego dowiedział, lecz by prokurator spełnił swój obowiązek. Muszę przyznać, że poniekąd ich rozumiem. Gdyby chcieli zbliżyć się do każdego pokrzywdzonego, ich własne poczucie bezpieczeństwa rozpadłoby się na kawałki. Z drugiej strony, umiejętność rozmowy z ofiarą może zaoszczędzić im stresu i przyczynić się do wzrostu zaufania opinii publicznej do działań podejmowanych przez prokuratorów. Nie działają oni bowiem sami dla siebie, nie działają też przeciwko sprawcy, lecz w interesie społecznym. W interesie tym leży także dobro ofiary.

Powyższy tekst jedynie w wielkim skrócie przedstawia zarys problematyki wtórnej wiktymizacji. Osoby zainteresowane tematyką zachęcam do sięgnięcia do opracowań mojego autorstwa. Artykuł teoretyczny znajduje się tu, natomiast raport z badań pobrać można stąd. Każdy z plików zawiera wersję w języku angielskim, a następnie w języku polskim.

Plakat dotyczący przemocy domowej zaczerpnięto ze strony KWP w Poznaniu.

Jestem absolwentką psychologii i prawa, doktorantką na Wydziale Prawa i Administracji UJ oraz czynnym zawodowo adwokatem. Od czasów studiów mieszkam w Krakowie. Popularyzuję wiedzę na temat zastosowania psychologii w praktyce prawniczej.

  • cheronea

    Przede wszystkim przepraszam za totalne niezrozumienie poprzedniego tekstu, a przez to chybiony komentarz. No cóż, nie błądzi tylko ten, który przekonany jest o „swojej” prawdzie. Proszę mi więc wybaczyć..

    • Miło, że jesteś.

      • cheronea

        Szczerze posypałam głowę popiołem i dziękuję za przyjęcie mnie ponownie. Z zainteresowaniem czytam Pani teksty. Jaka szkoda, że na blogach króluje zazwyczaj populizm. Rzeczy wartościowe przechodzą zazwyczaj bez echa. Przykre to. Ja staram się nie poddawać populizmowi, ale jakie to trudne – iść pod prąd. Dziś właśnie napisałam o tym notkę. Kto zechce przeczyta, kto woli coś innego – ominie. Dobrego dnia i częstych tekstów życzę 🙂

        • Nigdy nie zostałaś wyrzucona :). Z wielką ciekawością zajrzę do Ciebie. Miłego dnia!

  • Coraz więcej tekstów na przeróżnych blogach dotyczy psychologii, zdecydowanej większości z nich bliżej do szamaństwa (są zazwyczaj oczywiste, banalne i mało profesjonalne, w końcu każdy jest ekspertem w tej dziedzinie) ale tego tekstu to nie dotyczy, jest on dobry, ciekawy i profesjonalny pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję i również pozdrawiam 🙂

  • Coraz więcej tekstów na przeróżnych blogach dotyczy psychologii, zdecydowanej większości z nich bliżej do szamaństwa (są zazwyczaj oczywiste, banalne i mało profesjonalne, w końcu każdy jest ekspertem w tej dziedzinie) ale tego tekstu to nie dotyczy, jest on dobry, ciekawy i profesjonalny pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję i również pozdrawiam 🙂

  • Psychoterapeutka

    Witam, a spotkała się pani z psychopatami, takimi jak opisuje Clekley w książce „Maska zdrowego rozsądku”? Ludzi ,którzy żyją tak jak wszyscy, natomiast bez wyrzutów sumienia, uczuć, którzy uwielbiają „bawić” się ze swoją rodziną , współpracownikami w „kotka i myszkę”. Dręczenie swoich ofiar w wyrafinowany sposób to dla nich najbardziej podniecające zajęcie oraz robienie „w balona” wymiar sprawiedliwości, policję udając przy tym ,że sami są ofiarami i nie dają rady już dłużej cierpieć i milczeć. to jest dopiero wtórna wiktymizacja, kiedy ofiara wylękniona, zastraszona swoim oprawcą w Sądzie szuka sprawiedliwości.A tam staje się katem i sprawa zostaje umorzona, ponieważ psychopata jako doskonały orator, aktor przekonał wszystkich ,że to wszystko jest zmyślone i robione po złości. Jestem psychoterapeutką, ale i byłą żoną takiego szaleńca. Ciekawy temat,
    pozdrawiam Marzena

    • Owszem, pomimo niewielkiego doświadczenia spotkałam się z takim typem. Zaznaczyć muszę jednak, że moje przypuszczenia co do osobowości takich osób stanowią raczej wyraz moich domysłów wynikających z kontaktu z nimi i wiedzy teoretycznej. Mam wrażenie, że takie osoby bardzo często przyjmują postawę pieniacką, bawią się procedurami, bo kontakt z organami ścigania itp. nie jest dla nich źródłem dyskomfortu/stresu – jednocześnie wiedzą, że jest to wielki stres dla prawdziwej ofiary. Lubią nazywać siebie poszkodowanymi, ofiarami, choć kiedy pozwolić im swobodnie mówić, można usłyszeć sporo rzeczy świadczących o czymś wprost przeciwnym. Zawsze sugeruję przyjrzenie się prawnikom sposobowi zachowania takich osób w określonym postępowaniu – jeżeli ktoś wnosi mnóstwo pism, wszystko skarży, jest generalnie „aktywny” lub „nadaktywny”, bądź też nadmiernie zmotywowany do składania zeznań określonego rodzaju, to jest coś w tym podejrzanego. Prawdziwe ofiary są raczej bezradne, wylęknione i chcą mieć wszystko jak najszybciej za sobą, a leszcze jepiej w ogóle nie musieć się zajmować daną sprawą. Z tego też powodu składają zawiadomienia/piszą wnioski/pozwy itp. po dłuższym czasie od zdarzenia, często za namową innej osoby, która dostrzega problem. Okoliczność ta nie może świadczyć o ich niewiarygodności, jak często sądzą prawnicy. Pozdrawiam

      • ja

        Niestety, teraz to Pani prezentuje stereotypy. Nie każda ofiara jest wylękniona, cicha i spokojna. Niektóre ofiary są naiwne i wierzą w istnienie wymiaru sprawiedliwości i różne cudowne, wszędzie rozgłaszane i reklamowane akcje, takie jak np. Niebieska Karta, i nie wahają się zawiadamiać organów ścigania. Nie wahają się odwoływać od decyzji policji która stwierdza, że sporadyczne kopanie, szarpanie, oraz bezustanne wyzwiska i przemoc ekonomiczna jedynego żywiciela rodziny, to żadne przestępstwa. Nie wahają się pisać skargi na pracowników MOPR, którzy również nie widzą żadnej przemocy a jedynie ,,działania wzajemne”, bo zostały zauroczone elokwentnym, wykształconym panem nauczycielem, posiadającym fantastyczne zdolności aktorskie (zawodowy reżyser teatralny i wieloletni konkubent aktorki). Co więcej, pracownica MOPR wypowiada nawet zdanie (nagrane) które ewidentnie pokazuje jej tok rozumowania po jednej rozmowie ze sprawą i ofiarą a mianowicie, że jest pewne, że faktyczną ofiarą jest właśnie sprawca. Bo to przecież normalne, że sprawcy przemocy biegają zakładać Niebieskie Karty. Widać, jedyny żywiciel rodziny – decydujący co ma kupić i kiedy – był tak wylękniony, że dopiero pracownica MOPR zmobilizowała go, żeby w niecałe dwa tygodnie po tym, gdy ,, sprawczyni” założyła NK, zrobił to samo. A na koniec pismo MOPR do sądu, bo choć oni żadnej przemocy nie widzą, to jednak proszą o ,,wgląd w sytuację rodziny”. A sąd robi ,,wgląd” w 40 min. i mimo, że kurator zaleca tylko mediacje, łaskawie ogranicza władzę rodzicielską.

        • Dziękuję za zabranie głosu. Tak, ma Pani rację – nie ma dwóch identycznych osób, które będą zachowywały się w każdej sytuacji tak samo. Bazując na uogólnionych doświadczeniach nie odnoszę się jednak do konkretnych wypadków, lecz do pewnego rodzaju uogólnionych tendencji, które rzecz jasna nie muszą się spełniać w każdym przypadku.

    • robim1

      Ja też to przeżyłem…. ktoś kogo pokochałem z całego serca… zrobił ze mnie totalnego niebezpiecznego psychopatę którego należy się lękać,którego rodzina wyklucza bo uważa za chorego psychicznie itd.. ja nawet nigdy nie krzyknołem na nią sama pisała że nigdy nie byłem agresywny ale wszystkim opowiadała że się mnie boi… (w sensie czuje lęk przede mną) przez rok dochodziłem prawdy o co tak właściwie chodzi… w tym czasie ona zaczęła spotykać się z moim kuzynem tak mu namieszała w głowie że widząc mnie zaciskał pięści ze złosci… jaki ja jestem niebezpieczny itd… a ona boi się mnie bo znam całą prawdę kiedyś powiedziała mi że nienawidzi swojego ojca bo skrzywdził ją tak jak nie krzywdzi się swojej córki ale oni sa zaje…. kochającą sie rodzinką katolicką konserwatywną, mówiła że nienawidzi tych udawanych rodzinnych obiadków,,, mówiła że ma żal do matki że się nie rozwiodła z nim po tym wszystkim co jej zrobił.Napisałem list do jej matki w którym napisałem że co ona chce ode mnie jej rodzina mnie nie akceptowała ponieważ byłem po rozwodzie i nigdy na oczy mnie nie widzieli i napisałem że czemu mnie tak źle ocenia skoro dalej jest ze swoim mężem który skrzywdził ich córkę . Laska ma objawy ptsd borderline żyje w ciągłym lęku… Po dokładnej psychoanalizie okazało się że jestem syntonikiem jeżeli ktoś wie co to znaczy ale ja nawet rozumiem jak to wszystko działa… W każdym razie doszło do sprawy o złośliwe nękanie, chociaż nigdy nie było z mojej strony żadnej złośliwości.Podczas procesu napisałem do niej e-maila z cała prawdą że przez ten list do matki stałem się zagrożeniem dla całej rodziny bo jej matka nie wiedziała że ojciec ją skrzywdził i była to jej ukryta tajemicą i a jej matka zagroziła że jeżeli to prawda to ona się rozwiedzie z nim, Wtedy ona zrobiła ze mnie wariata który wszystko sobie wymyślił i ma jakieś urojenia Chciała chronić swoja pseudorodzinę moim kosztem… Dla tego sędzia nie dopuścił mnie do składania zeznań sfałszował wyrok,adwokat był kolegą sędziego,
      To co dzisiaj wychodzi na jaw molestowanie w rodzinie itd.. polskie sądownictwo nie jest przygotowane na wiktymizacje i inne problemy psychologiczne, Generalnie przygotowuje się do sprawy o naruszanie dóbr osobistych ,pomówienia, itd.. trochę się uzbierało ucierpiały tez moje córki przez te pomówienia itd.. jestem w mojej rodzinie pensona non grata.. Przez długi czas mieliśmy sprawę matki madzi ona też chciała być ofiarą i jak umiała grać,chociaż ja od razu jak zobaczyłem ją w telewizji pomyślałem że bardzo mi kogoś przypomina… i że to ona ma na sumieniu swoją córkę…. żal mi jej też była ofiarą swojej patologicznej rodziny… i rozumiem dlaczego ta mała córka stałą się jej tak wielkim zagrożeniem które trzeba było zgładzić, polecam książkę Rachel Reiland „Uratuj Mnie” to pozwala zrozumieć motywy i działania innych ludzi patrząc z perspektywy ofiary przemocy w rodzinie wszystko wydaje się zagrożeniem… dlatego zamiast tylu prawników co jest powinno być tylu psychologów niestety mediacje i godzenie nie jest specjalnością polskich sądów, bo gdyby ludzie umieli się ze sobą dogadać to prawnicy stracili by robotę…

    • kamilla

      jak Pani sobie poradziła jestem w podobnej sytuacji

  • Psychoterapeutka

    Witam, a spotkała się pani z psychopatami, takimi jak opisuje Clekley w książce „Maska zdrowego rozsądku”? Ludzi ,którzy żyją tak jak wszyscy, natomiast bez wyrzutów sumienia, uczuć, którzy uwielbiają „bawić” się ze swoją rodziną , współpracownikami w „kotka i myszkę”. Dręczenie swoich ofiar w wyrafinowany sposób to dla nich najbardziej podniecające zajęcie oraz robienie „w balona” wymiar sprawiedliwości, policję udając przy tym ,że sami są ofiarami i nie dają rady już dłużej cierpieć i milczeć. to jest dopiero wtórna wiktymizacja, kiedy ofiara wylękniona, zastraszona swoim oprawcą w Sądzie szuka sprawiedliwości.A tam staje się katem i sprawa zostaje umorzona, ponieważ psychopata jako doskonały orator, aktor przekonał wszystkich ,że to wszystko jest zmyślone i robione po złości. Jestem psychoterapeutką, ale i byłą żoną takiego szaleńca. Ciekawy temat,
    pozdrawiam Marzena

    • Owszem, pomimo niewielkiego doświadczenia spotkałam się z takim typem. Zaznaczyć muszę jednak, że moje przypuszczenia co do osobowości takich osób stanowią raczej wyraz moich domysłów wynikających z kontaktu z nimi i wiedzy teoretycznej. Mam wrażenie, że takie osoby bardzo często przyjmują postawę pieniacką, bawią się procedurami, bo kontakt z organami ścigania itp. nie jest dla nich źródłem dyskomfortu/stresu – jednocześnie wiedzą, że jest to wielki stres dla prawdziwej ofiary. Lubią nazywać siebie poszkodowanymi, ofiarami, choć kiedy pozwolić im swobodnie mówić, można usłyszeć sporo rzeczy świadczących o czymś wprost przeciwnym. Zawsze sugeruję przyjrzenie się prawnikom sposobowi zachowania takich osób w określonym postępowaniu – jeżeli ktoś wnosi mnóstwo pism, wszystko skarży, jest generalnie „aktywny” lub „nadaktywny”, bądź też nadmiernie zmotywowany do składania zeznań określonego rodzaju, to jest coś w tym podejrzanego. Prawdziwe ofiary są raczej bezradne, wylęknione i chcą mieć wszystko jak najszybciej za sobą, a leszcze jepiej w ogóle nie musieć się zajmować daną sprawą. Z tego też powodu składają zawiadomienia/piszą wnioski/pozwy itp. po dłuższym czasie od zdarzenia, często za namową innej osoby, która dostrzega problem. Okoliczność ta nie może świadczyć o ich niewiarygodności, jak często sądzą prawnicy. Pozdrawiam

      • ja

        Niestety, teraz to Pani prezentuje stereotypy. Nie każda ofiara jest wylękniona, cicha i spokojna. Niektóre ofiary są naiwne i wierzą w istnienie wymiaru sprawiedliwości i różne cudowne, wszędzie rozgłaszane i reklamowane akcje, takie jak np. Niebieska Karta, i nie wahają się zawiadamiać organów ścigania. Nie wahają się odwoływać od decyzji policji która stwierdza, że sporadyczne kopanie, szarpanie, oraz bezustanne wyzwiska i przemoc ekonomiczna jedynego żywiciela rodziny, to żadne przestępstwa. Nie wahają się pisać skargi na pracowników MOPR, którzy również nie widzą żadnej przemocy a jedynie ,,działania wzajemne”, bo zostały zauroczone elokwentnym, wykształconym panem nauczycielem, posiadającym fantastyczne zdolności aktorskie (zawodowy reżyser teatralny i wieloletni konkubent aktorki). Co więcej, pracownica MOPR wypowiada nawet zdanie (nagrane) które ewidentnie pokazuje jej tok rozumowania po jednej rozmowie ze sprawą i ofiarą a mianowicie, że jest pewne, że faktyczną ofiarą jest właśnie sprawca. Bo to przecież normalne, że sprawcy przemocy biegają zakładać Niebieskie Karty. Widać, jedyny żywiciel rodziny – decydujący co ma kupić i kiedy – był tak wylękniony, że dopiero pracownica MOPR zmobilizowała go, żeby w niecałe dwa tygodnie po tym, gdy ,, sprawczyni” założyła NK, zrobił to samo. A na koniec pismo MOPR do sądu, bo choć oni żadnej przemocy nie widzą, to jednak proszą o ,,wgląd w sytuację rodziny”. A sąd robi ,,wgląd” w 40 min. i mimo, że kurator zaleca tylko mediacje, łaskawie ogranicza władzę rodzicielską.

        • Dziękuję za zabranie głosu. Tak, ma Pani rację – nie ma dwóch identycznych osób, które będą zachowywały się w każdej sytuacji tak samo. Bazując na uogólnionych doświadczeniach nie odnoszę się jednak do konkretnych wypadków, lecz do pewnego rodzaju uogólnionych tendencji, które rzecz jasna nie muszą się spełniać w każdym przypadku.

    • robim1

      Ja też to przeżyłem…. ktoś kogo pokochałem z całego serca… zrobił ze mnie totalnego niebezpiecznego psychopatę którego należy się lękać,którego rodzina wyklucza bo uważa za chorego psychicznie itd.. ja nawet nigdy nie krzyknołem na nią sama pisała że nigdy nie byłem agresywny ale wszystkim opowiadała że się mnie boi… (w sensie czuje lęk przede mną) przez rok dochodziłem prawdy o co tak właściwie chodzi… w tym czasie ona zaczęła spotykać się z moim kuzynem tak mu namieszała w głowie że widząc mnie zaciskał pięści ze złosci… jaki ja jestem niebezpieczny itd… a ona boi się mnie bo znam całą prawdę kiedyś powiedziała mi że nienawidzi swojego ojca bo skrzywdził ją tak jak nie krzywdzi się swojej córki ale oni sa zaje…. kochającą sie rodzinką katolicką konserwatywną, mówiła że nienawidzi tych udawanych rodzinnych obiadków,,, mówiła że ma żal do matki że się nie rozwiodła z nim po tym wszystkim co jej zrobił.Napisałem list do jej matki w którym napisałem że co ona chce ode mnie jej rodzina mnie nie akceptowała ponieważ byłem po rozwodzie i nigdy na oczy mnie nie widzieli i napisałem że czemu mnie tak źle ocenia skoro dalej jest ze swoim mężem który skrzywdził ich córkę . Laska ma objawy ptsd borderline żyje w ciągłym lęku… Po dokładnej psychoanalizie okazało się że jestem syntonikiem jeżeli ktoś wie co to znaczy ale ja nawet rozumiem jak to wszystko działa… W każdym razie doszło do sprawy o złośliwe nękanie, chociaż nigdy nie było z mojej strony żadnej złośliwości.Podczas procesu napisałem do niej e-maila z cała prawdą że przez ten list do matki stałem się zagrożeniem dla całej rodziny bo jej matka nie wiedziała że ojciec ją skrzywdził i była to jej ukryta tajemicą i a jej matka zagroziła że jeżeli to prawda to ona się rozwiedzie z nim, Wtedy ona zrobiła ze mnie wariata który wszystko sobie wymyślił i ma jakieś urojenia Chciała chronić swoja pseudorodzinę moim kosztem… Dla tego sędzia nie dopuścił mnie do składania zeznań sfałszował wyrok,adwokat był kolegą sędziego,
      To co dzisiaj wychodzi na jaw molestowanie w rodzinie itd.. polskie sądownictwo nie jest przygotowane na wiktymizacje i inne problemy psychologiczne, Generalnie przygotowuje się do sprawy o naruszanie dóbr osobistych ,pomówienia, itd.. trochę się uzbierało ucierpiały tez moje córki przez te pomówienia itd.. jestem w mojej rodzinie pensona non grata.. Przez długi czas mieliśmy sprawę matki madzi ona też chciała być ofiarą i jak umiała grać,chociaż ja od razu jak zobaczyłem ją w telewizji pomyślałem że bardzo mi kogoś przypomina… i że to ona ma na sumieniu swoją córkę…. żal mi jej też była ofiarą swojej patologicznej rodziny… i rozumiem dlaczego ta mała córka stałą się jej tak wielkim zagrożeniem które trzeba było zgładzić, polecam książkę Rachel Reiland „Uratuj Mnie” to pozwala zrozumieć motywy i działania innych ludzi patrząc z perspektywy ofiary przemocy w rodzinie wszystko wydaje się zagrożeniem… dlatego zamiast tylu prawników co jest powinno być tylu psychologów niestety mediacje i godzenie nie jest specjalnością polskich sądów, bo gdyby ludzie umieli się ze sobą dogadać to prawnicy stracili by robotę…

    • kamilla

      jak Pani sobie poradziła jestem w podobnej sytuacji

  • Psychoterapeutka

    Cieszę się, że Pani zauważa ten problem, bo to prawdziwy dramat dla ofiar. Mnóstwo kobiet nie ma siły, aby wydostać się z tego piekła, a kiedy podejmuje decyzję o odejściu u sprawcy nasila się agresja, choć wydawałoby się, że już gorzej być nie może. Taka sytuacja daje nowe możliwości dla sprawcy, ma okazje oczerniać, wyzywać, śledzić, straszyć itd. już nie w pieleszach domowych, ale w środowisku swoim, w sądzie, ROdka. Dziecko jest wówczas wspaniałą kartą przetargową.
    mam taka ochotę napisać o tym problemie z psychologicznego i prawnego punktu widzenia. To mogłoby być ciekawe. 🙂
    Pozdrawiam

    • Problem wykorzystywania dziecka jako karty przetargowej jest niestety nagminny. Kiedy jeszcze studiowałam psychologię i słuchałam biegłych mówiących o manipulowaniu dziećmi przez jednego rodzica celem odegrania się na drugim, miałam wrażenie, że to jest coś, co się „zdarza”. Teraz widzę, że jest to stały element wymiaru sprawiedliwości, że to wcale nie żaden „ewenement” tylko częsta praktyka. Prokuratorzy jednak, mam wrażenie, są na to wyczuleni i umarzają postępowania, w których jeden z rodziców oskarża drugiego „o czynienie krzywdy dzieciom”. Gorzej to wygląda w sądach rodzinnych, które decydują o opiece nad dzieckiem. Tam chodzi o szeroko pojęte dobro dziecka, a silniejszy rodzic często ma więcej możliwości wykazania, że on to dobro zapewni w szerszym zakresie. Chciałabym jednak podkreślić, że wykorzystywanie dziecka przez jednego z rodziców, żeby się odegrać na drugim wcale nie oznacza, że ofiarą takiej rozgrywki staje się matka. Częste są bowiem przypadki, gdy to kobieta, która znalazła nowego partnera, chciałaby odsunąć ojca od dziecka i oskarża go np. o pedofilię. To motyw z życia wzięty i całkiem popularny. Oczywiście w tle toczy się postępowanie rodzinne.
      Myślę, że publikacja w tym zakresie byłaby bardzo pożyteczna, więc życzę powodzenia!

  • Psychoterapeutka

    Cieszę się, że Pani zauważa ten problem, bo to prawdziwy dramat dla ofiar. Mnóstwo kobiet nie ma siły, aby wydostać się z tego piekła, a kiedy podejmuje decyzję o odejściu u sprawcy nasila się agresja, choć wydawałoby się, że już gorzej być nie może. Taka sytuacja daje nowe możliwości dla sprawcy, ma okazje oczerniać, wyzywać, śledzić, straszyć itd. już nie w pieleszach domowych, ale w środowisku swoim, w sądzie, ROdka. Dziecko jest wówczas wspaniałą kartą przetargową.
    mam taka ochotę napisać o tym problemie z psychologicznego i prawnego punktu widzenia. To mogłoby być ciekawe. 🙂
    Pozdrawiam

    • Problem wykorzystywania dziecka jako karty przetargowej jest niestety nagminny. Kiedy jeszcze studiowałam psychologię i słuchałam biegłych mówiących o manipulowaniu dziećmi przez jednego rodzica celem odegrania się na drugim, miałam wrażenie, że to jest coś, co się „zdarza”. Teraz widzę, że jest to stały element wymiaru sprawiedliwości, że to wcale nie żaden „ewenement” tylko częsta praktyka. Prokuratorzy jednak, mam wrażenie, są na to wyczuleni i umarzają postępowania, w których jeden z rodziców oskarża drugiego „o czynienie krzywdy dzieciom”. Gorzej to wygląda w sądach rodzinnych, które decydują o opiece nad dzieckiem. Tam chodzi o szeroko pojęte dobro dziecka, a silniejszy rodzic często ma więcej możliwości wykazania, że on to dobro zapewni w szerszym zakresie. Chciałabym jednak podkreślić, że wykorzystywanie dziecka przez jednego z rodziców, żeby się odegrać na drugim wcale nie oznacza, że ofiarą takiej rozgrywki staje się matka. Częste są bowiem przypadki, gdy to kobieta, która znalazła nowego partnera, chciałaby odsunąć ojca od dziecka i oskarża go np. o pedofilię. To motyw z życia wzięty i całkiem popularny. Oczywiście w tle toczy się postępowanie rodzinne.
      Myślę, że publikacja w tym zakresie byłaby bardzo pożyteczna, więc życzę powodzenia!

  • Aplikant

    Nie rozczarowałam się, świetnie pani piszę. Zgadzam się z tym, że rola ofiary jest efektem socjalizacji. Zmiany powinny zaczynać się w takim wypadku od patologicznego środowiska, a nie od człowieka, o którym nie można mówić, że taki jest. Zresztą nasza polska mentalność ma dużo do życzenia, jesteśmy jedynym państwem, który tak celebruje swoje porażki. Aby coś się zmieniło musimy przejść duże zmiany…

  • Aplikant

    Nie rozczarowałam się, świetnie pani piszę. Zgadzam się z tym, że rola ofiary jest efektem socjalizacji. Zmiany powinny zaczynać się w takim wypadku od patologicznego środowiska, a nie od człowieka, o którym nie można mówić, że taki jest. Zresztą nasza polska mentalność ma dużo do życzenia, jesteśmy jedynym państwem, który tak celebruje swoje porażki. Aby coś się zmieniło musimy przejść duże zmiany…

  • Pingback: wtórna | Aleksandra Paluch()

  • Pingback: wtórna | Aleksandra Paluch()

  • Dlatego uważam , tak ważne i niedoceniane są mediacje, szczególnie w prawie karnym. Gdy ofiara np. kradzieży z włamaniem może skonfrontować się ze swoim poczuciem lęku (naruszonego bezpieczeństwa przestrzeni domowej) w postaci kontaktu z realną postacią, która otrzyma mniejszy wymiar kary, jeśli przeprosi pokrzywdzonego i naprawi chociaż częściowo szkodę, to zysk psychologiczny jest nie do przecenienia.
    https://psychologiadlaprawnika.wordpress.com/

  • Dlatego uważam , tak ważne i niedoceniane są mediacje, szczególnie w prawie karnym. Gdy ofiara np. kradzieży z włamaniem może skonfrontować się ze swoim poczuciem lęku (naruszonego bezpieczeństwa przestrzeni domowej) w postaci kontaktu z realną postacią, która otrzyma mniejszy wymiar kary, jeśli przeprosi pokrzywdzonego i naprawi chociaż częściowo szkodę, to zysk psychologiczny jest nie do przecenienia.
    https://psychologiadlaprawnika.wordpress.com/